środa, 23 października 2013

Chapter 19

JEŚLI NIE CHCESZ NIE MUSISZ CZYTAĆ ! SCENKA EROTYCZNA JEST ZAZNACZONA !!!!

Krzątałam sie po domu, szczerze mówiąc sama nie wiem po co i z jakiego powodu. Zresztą jak to ja zapewne z podekscytowania i z ciekawości dokąd Harry ma zamiar mnie zabrać. Już się nie mogę doczekać. Może do parku? Ooo zawsze marzyłam o wyjściu do dużego londyńskiego parku w ciemną noc z ukochanym. Usiąść przy podświetlanej fontannie i rozmawiać o wszystkim i o niczym. Większość nastolatek marzy o chłopaku niepalącym, niepijącym, czyli takim grzecznym chłopczyku dobrze wychowanego w rureczkach, koszuli i z grzywcią zaczesaną na bok, który pochodzi z dobrego i bogatego domu, żeby mogły mieć wszystko czego zapragną. Duży dom, dwójka dzieci, wypasione auto za 100,000 $ z basenem i wielkim ogrodem w którym będą mogły siedzieć z "lalusiem" i pić kawkę rano przed bardzo dobrze płatną pracą męża. Ja zawsze gustowałam w tych ' bad boy'ach ', którzy palą i robią co chcą, nie przejmując sie ludźmi dookoła i ich uczuciami. Obchodzą go uczucia osób które kocha. Szanuje je i okazuje czułości. Ja, gustowałam w facetach, nie w chłopczykach i mężczyznach pod krawatem.  Eeee ... poprawka. Gustuję. Kocham faceta do którego sie przytulę i czuję ostry zapach perfum zmieszany z wonią dymu papierosowego. Z mnóstwem tatuaży na ciele i tunelami w uszach. Dlatego gdy zobaczyłam Harry'ego po raz pierwszy czułam jakby był magnesem i przyciągał mnie do siebie. Ale przecież mu tego pokazać nie mogłam odrazu na pierwszym spotkaniu. 
Z zamyśleń wyrwał mnie wibrujący w kieszeni telefon. Wyciągnęłam go i gdy moim oczom ukazało się imię Harry na mojej twarzy zagościł niespodziewany usmiech. 

"Będę u cb wcześniej kochanie. Już nie moge bez ciebie wytrzymać. ;* Harry xx"

Stąpając stopami po zimnych kafelkach wyłożonych na schodach weszłam do mojego pokoju, chwyciłam najwygodniejsze ubrania jakie miałam w szafie io pokierowałam się do łazienki w celu ogarnięcia się choć trochę. Weszłam pod cieknącą wodę i nałożyłam na siebie waniliowy żel pod prysznic. Usłyszałam głośn stukanie do drzwi na przemian z dźwiękiem dzwonka. Wiedziałam, że to Harry, dlatego wyłączyłam wodę i wybrałam jego numer.
***
- Wejdź i poczekaj na mnie.
- A gdzie jesteś? 
- W łazience biorę prysznic, zaraz do ciebie zejdę. - cmoknęłam do słuchawki i odłożyłam iPhone'a na kosz na ubrania.
***
||| Spłukałam żel i wychodząc z prysznica, zobaczyłam jak w drzwiach stoi Harry. Uśmiechnęłam sie do niego i zaczęłam rozczesywać swoje włosy. Poprawka. Wyrywać garściami.  Poczułam jak ciepłe dłonie oplatają moją talię. Momentalnie zrobiło mi sie gorąco, zimno, poczułam jak w brzuchu motyle strzelają z karabinów. Złożył mały pocałunek na mojej szyji, a po chwili nie miałam już na sobie ręcznika. 
- Harry ... - szepnęłam zakrywajac swoje ciało. Chłopak przejechał palcem po moim ramieniu i zatrzymał sie na ręku, którą zakryłam piersi. 
- Kochanie. Jesteś śliczna. Wyglądasz cudownie. - oznajmił mi do ucha całując po nim cały czas. Pocałował mnie w nos, a po moim ciele przeszły ciarki. Wpiłam się w jego usta, oplatając szyję rękoma i kopnęłam ręcznik gdzieś w bok. Chłopak złapał mnie za pośladki, a ja korzystając z okazji wspięłam się na jego biodra. Nasze języki toczyły zawziętą walkę. Harry posadził mnie na blacie obok umywalki, a ja z racji tej iż było to bardzo zimne, zesztywniałam na chwilkę, ale się  przyzwyczaiłam. Całowaliśmy się namiętnie z pożądaniem. Czy właśnie teraz przeżyję swój pierwszy raz?  Zawsze zastanawiałam się jakie to jest uczucie robić to z osobą którą się kocha. Która kocha ciebie. Nie jestem pewna czy chcę to zrobić dzisiaj. Czuję pożadanie, ale czy to właśnie nazywamy miłością? Seks? W połowie. Miłośc polega na wzajemnym ufaniu sobie, pomaganiu, wspieraniu. To jest miłość. Tego uczucia nie da sie zdefiniować. Nie ma takich słów. Gdy wyrazimy to słowami - niszczymy piękno tego uczucia. Miłośc to tysiące, miliony, miliardy spędzonych ze soba godzin, dni. To są pocałunki, fochy, spacery, szczere rozmowy w blasku księżyca. Miłość sama w sobie ma wewnętrzną wartość - po prostu kochasz! To ogromne szczęście! Nie ma nic poza tym, żadnego zamierzonego efektu, który dzięki temu osiągasz. Miłośc to nie środek do jakiegoś celu, ale wlaśnie ten cel!

- Chcesz? - szepnął do ucha nieustannie dysząc. Kiwnęłam głową na znak że chcę i znowu wpiłam sie w jego usta. Zaczęłam ściągać z niego ubrania od samej góry. Koszulka, pasek, spodnie .... bokserki zostawiłam. Chociaż... Ja jestem bez. To dlaczego on ma je mieć? Loczek podniósł mnie do góry, a chwilę potem znajdowaliśmy się już w sypialni na miękkim łóżku, na którym było o wiele, wiele wygodniej niż na blacie w łazience. Chłopak położył mnie na pościeli i zaczął całować mój dekolt. Powoli zjężdżał coraz niżej i zaczął ssać moje sutki, później po brzuchu aż doszedł do dolnej partii ciała. Zacżął obcałowywać wewnętrzną stronę ud i kierował się do moich intymnych części ciała. Składał na niej małe mokre całusy. Wsadził palec do mojej "wnętrzności" i zaczął poruszać nim w górę to w dół. To było takie przyjemne uczucie. Wygięłam się w łuk, a chłopak w tym samym momencie wyciągnął i po chwili wsadził dwa robiąc to samo. Gdy przestał chciałam teraz mu to wynagrodzić. Przewróciłam go tak że leżał teraz pode mną. Chłopak wymruczał mi do ucha kilka słów, ale dobrze go nie zrozumiałam więc zaczęłam swoją robotę. Złożyłam krótkiego całusa na jego wargach i zjężdzałam coraz niżej. Zaczęłam całować każdy jego tatuaż na rękach, na klacie, która wyglądała jakby ją ktoś wyrzeźbił z marmuru. Przejechałam językiem po całej długości jego górnej partii ciała i zabrałam się za dolną. Złapałam zębami za gumkę od bokserek i ściągnęłam je w dół zostawiając na kostkach. Ocierając swoimi piersiami jego kolegi, podciągnęłam się do jego twarzy i usiadłam na nim okrakiem. Podobało mu się to dlatego wiedziałam że dobrze to robię. Obcałowałam jego szyję i wróciłam do jego penisa. Przejechałam palcem po nim, a ten jak na komendę "stań" wystrzelił w powietrze. Polizałam go po całej jego długości i zatrzymałam się na samym czubku. Chwyciłam go w ręce i zaczęłam obcierać nimi jego kolegę. Dość długiego ... nie powiem. Wsadziłam go do buzi i jeździłam w górę to w dół. 
- Emily ... - wysapał Harry i wygiął się w łuk, dokładnie jak to zrobiłam ja. Przekręcił mnie tak że to on teraz górował i spojrzał na mnie z zapytaniem czy może wejsć. Zgodziłam się i wtedy to zrobił. Pchnął raz, drugi, trzeci. Jęczeliśmy coraz głośniej.
- Zaraz dojdę. - wyjęczałam i po chwili oboje jęknęliśmy najgłośneij jak tylko potrafiliśmy. Chłopak wyszedł ze mnie i położył obok. Oplótł mnie ręką i pocałował w czoło.
- Jesteś cudowna. - wymruczał mocno zmęczony. 
- Ty też. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
- To co prysznic? - spytał całując moje knykcie. Pokiwałam głową i oboje ruszliśmy do łazienki wziąć ciepły prysznic. |||

Ogarnięci wyszliśmy z domu i kierowaliśmy się w stronę ... sama nie wiem w stronę czego. W połowie albo i nie w połowie Harry poprosił abym zamknęła oczy i zawiązał mi je chustką. Złapal mnie za rękę i gdy prowadził jak to ja zaczepiłam o swoją nogę. Zaczęłam się smiać i wtedy przystaliśmy.
- Jak myślisz, gdzie jesteśmy? - spytał oplatając mnie w talii. Pociągnęłam nosem i poczułam zapach trawy, drzew i kwiatów. Pachniało jak w lesie. 
- W lesie? - spytałam ściskając rękę Harry'ego gdy usłyszałam głośny szelest i jakiś odgłos.
- Brawo. - szepnął z chrypką w głosie i zdjął mi chustkę z oczu. Zaczęło sie sciemniać a na niebie widniała pełnia księżyca. Przede mną leżał duży koc a na nim tort, babeczki, szampan wsadzony w kostki lodu i bukiet w wazonie. 
- C-c-co ... - zająkałam się. Nie wiedziałam co powiedzieć i po co w ogóle to wszystko. 
- Dziś są moje imieniny. Nie mam z kim obchodzić. Przez ostatnie lata zapominałem o nich, ale teraz stwierdziłem, że spędzę je z tobą. - rzekł i złożył na moich ustach krótki pocałunek. 
- Wszystkiego najlepszego skarbie !! - krzyknęłam na cały głos i przycisnęłam go mocno do siebie. Pocałowalam w policzek, a Harry podniósł mnie do góry i kręcił się w kółko.
- Harry ... zaraz zwymiotuje... - zakryłam usta ręką, a chłopak odrazu postawił mnie na ziemi.
- Co? Dlczego? Przepraszam. - gadał i powtarzał cały czas to samo.
- Hahahahahah. Żartowałam. - ozanajmiłam i ruszyłam w stronę koca. - Wiesz ... ten tort zaraz się rozleci. - rzekłam drapiąc się po karku. Wyglądał tak smakowicie. Zjadłabym go całego. Miał na sobie tyle czekoladyyy ... mmmm... Oblizałam usta myślać o spożyciu pysznego ciasta.
- Pomyślałaś o mnie? - szepnął mi do ucha Harry.
- Yyyy ... nie? O tooooorcie w czeeekoladzie. - oznajmiłam przeciągając. Zaczęłam się śmiać, a chłopak poczęstował mnie pysznym biszkoptem. 
- Mmmmm... pyszny. - oznajmiłam połykając ostatni kęs tortu. Harry wlał nam zimnego szampana i gdy przyłożyłam kieliszek do ust usłyszałam trzy strzały. 
- Kurwa. John. - szepnął Harry. Po całym moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. 
- K-k-kto? - zająkałam się. wstałam tak jak zrobił to on.
- Zbieraj to i sie nie pytaj! - wrzasnął a ja cała podskoczylam. Pomogłam mu to pozbierać i pobiegłam za nim do czarnego auta. Wskoczyłam zapięłam pas i ruszyliśmy tak szybko jak tylko było można. 
- To powiesz mi kto to ten cały John? - spytałam zagarniajac swoje włosy do tyłu. Na samo imię chłopak mocniej zacisnąc ręce na kierownicy . 
- Powiedz ! - krzyknęłam na cały samochód. Nie wiedziałam czy napewno chcę wiedzieć kto to jest. 
- Nie twój interes ! - odkrzyknął tak samo, a może nawet głośniej. 
- Przystań. - rzekłam i czekała aż auto zatrzyma sie na poboczu. - Przystań do cholery! - wrzasnęłam i chwyciałm za pas aby go odpiąć.
- Proszę bardzo. Ale jak nie wrócisz do domu cała to nie moja wina. - chłopak przystał, a ja zastanawiałam sie co ma na myśli.
- Że co kurwa?! - krzyknęłam zamykając drzwi i zapinając z powrotem swój pas. 
- Prawda jest taka że muszę Cię zabić! - zesztywniałam i słuchałam dlaej co ma mi do powiedzenia. - Pracuję u John'a który jest dilerem, zabójcą, kryminalistą. Daje mi zlecenia i ja zabijam ludzi. I teraz trafiło na ciebie. - głos mu się na końcu załamał.
- A-a-ale d-d-dlaczeg-g-go? - spytałam cały czas sie jąkając. 
- Twoi rodzice zadłużyli sie u John'a. I zginęli w wypadku teraz ucierpisz za to ty albo twoja ciotka. Holly. - powiedział i spojrzał na mnie ze łzami w oczach. Ja też już miałam. Jak to? Moi rodzice? A co jeśli on kłamie? ONI kłamią? 
- Nie wciągaj w to moich rodziców!! - krzyknęłam, a łzy litrami zaczęły spływać po mojej twarzy. 
- Ale ja ich nie wciągam w to! Wciągnęli się w to sami przed śmiercią! - krzyknął i dopiero wtedy sobie uświadomiłam że mieli ogólnie dużo pieniędzy ale wyliczając ich pensje i wydatki to coś za dużo wychodzi. Czy oni się zabili z powodu długów? Serce zaczęło walić mi jak młotem. Nie mogłam w to uwierzyć. Moi rodzice?
- Jejku ... - szepnęłam i wytarłam mokre policzki.
- Teraz musimy się zastanowić co zrobić z Tobą. - rzekł i wychodząc z auta pociągnął mnie do swojego domu. 


"Dlaczego ludzie, którzy nie robią nic złego w życiu mają najgorzej?"

---------------------------------------------------------------
Ta daaaaaam !!
Rozdzialik dłuższy ale jeszcze nie jest taki długi. Prawda? 
Mam do was taką sprawę. Hmm .. od czego by tu zacząć ...
To tak ... nie wiem czy może rozdziały nie będą się pojawiać w soboty. Bo tak ja się męczę i piszę, poświęcam czas, a wy nie komentujecie. Przywiązałam sie do bloga. Bardzo. Proszę was żebyście w komenatrzach wyrażali swoją opinię. A nie "super, fajny, dalej, krótki ..." Dobra cieszę się też z tych, ale co mi to daje? No właśnie malutko. Niewiele. 
Nie wiem róbcie co chcecie. 
Nie dodam jak nie będzie 4 komentarzy !!!

Tak wiem nie jestem dobra w opisywaniu scenek erotycznych. HYHYHY.
I tak wgl to nie wiem po co oni teraz to zrobili .. nwm po co to napisałam. Ale ok. 

czwartek, 17 października 2013

Chapter 18

Promienie słoneczne błądziły po mojej twarzy. Przetarłam oczy i w tym samym czasie zadzwonił mój iPhone informując mnie o tym, że zaraz mogę się spóźnić na lekcje. Kolejny dzień. Kolejne problemy i szkoła. W sumie to szkoła jest jednym wielkim problemem. Tak samo jak ja. Nie wiem komu jest w goóle potrzebna. Harry'emu? Tylko jemy jedynemu. Ja, jestem pewna co do jego uczuć do mnie. Nawet bardziej niż do swoich. Dziwne. To znaczy wiem, że go kocham. Kocham, nawet bardzo. Jak nigdy nikogo. Nikt nie przerwie tego uczucia. Nikt ani nic. Jest silniejsze niż cokolwiek innego. 
Wyciągnęłam ubrania z garderoby i po szybkim prysznica zarzuciłam je na siebie. Biorąc do ręki torbę i zawieszając ją na prawe ramię, wyszłam z domu i swoje kroki skierowałam w stronę budynku szkoły. 

- Hej młoda. - przywitałam się z Nelly i ruszyłyśmy do klasy na angielski. Usiadłam na swoje miejsce i spostrzegłam że obok nie ma Harry'ego. Może się spóźni? Miejmy nadzieję. Otgworzyłam zeszyt i zaczęłam robić notatki z tego co mówił nauczyciel. Gdy skończył zaczął gadać coś o zachowaniu uczniów naszej szkoły. Bla, bla, bla. Przekręciłam oczami i wyciągnęłam swoje słuchawki. Wsadziłam do iPhone'a, a potem w rękaw i do uszu. Włączyłam pierwszą piosenkę i zatopiłam się w jej wersach. Po chwili muzyka w moich uszach usichła i słyszałam szepty innych uczniów.
- Panno Dickinson. Powtórz ostatnie zdanie które powiedziałem. - rzekł z miną "jak nie, to cię zjem na kolację i popiję kawką ze Starbucks'a" 
- Eeee ... ostatnie zdanie? No to 'Powtórz ostatnie zdanie które powiedziałem'. To zdanie było pana ostatnim. - oznajmiłam i poprawiłam sie na krzesełku. Usłyszałam jak większość próbuje powstrzymać śmiech, a nauczyciel wciągnął powietrze kilka razy i znowu się odezwał. 
- Zostajesz po lekcjach i sprzątasz klasę. Ustawiasz ławki, podelejesz kwiaty, powsuwasz krzesełka, pozmieniasz dekoracje. Przynajmniej wyręczysz sprzątaczkę. - uśmiechnął sie i odszedł nadal trzymając słuchawki w ręku. Przekręciłam oczami z myślą o sprzątaniu tej ... eemmmm ... dziwnej? klasy. 
- Odda mi pan chociaż słuchawki? - spytałam z miną smutnego psiaczka. 
- Jutro. Jak sala będzie lśnić. - oznajmił i przeszedł do dalszego prowadzenia lekcji. 

Dzwonek oznaczający, że lekcji na dziś koniec, spowodował, że cała uniosłam się ku górze razem z krzesełkiem. Chwyciałm torbęi zaiweszając ją na ramieniu wyszłam i pokierowałam się do klasy gdzie miałam sprzątać. Ugh... Zapukałam i moim oczom ukazała się twarz tego nauczyciela. Fu. Profesor wyszedł a ja zabrałam się za brudną robotę. 


Wyszłam z budynku szkoły i przy brami zobaczyłam sylwetkę nie kogo innego jak Harry'ego. Ciekawe czemu go dzisiaj w szkole nie było? Pomachałam i gdy byłam już bardzo blisko niego rzuciłam mu się na szyję składając małe pocałunki i wtulając się w jego gorące ciało. 
- Hej. - wymruczał do mojego ucha z lekką chrypką, a po moim ciele przeszła fala dreszczy. To fascynujące, że jedna osoba może wywołać u ciebie stado motyli w brzuchu, a jego głos, nawet jedno krótkie 'hej' potrafi powiedzieć to w taki sposób, że będziesz miała ciarki. Uczucie, gdy wiesz, że kogoś kochasz i zrobisz dla niej wszystko jest po prostu niewyobrażalnie cudowne. Wiesz, że masz dla kogo żyć, kogoś kto kocha cię tak samo jak ty jego. Za takie uczucie możnaby oddać wszystko. To są prawa miłości ludzi względem siebie, nikt tego nie zmieni. 
- Co robisz dzisiaj wieczorem? - spytał odstawiając mnie na ziemię. 
- Wolny mam, a co? Chcesz mnie gdzieś zabrać? - spytałam łapiąc go za rękę. 
- Mooże. Taki romantyczny wieczór. Tylko ty i ja. No i muzyka. Taka wolna. Nasz taniec w świetle księżyca. Nasze cienie przybliżone do siebie, przemieszczające się pomiędzy wysokimi drzewami. To jak zgadzasz się? - wymruczał mi do ucha i złożył krótki pocałunek na mojej szyi. Zajęczałam ispojrzałam mu prosto w oczy, w których po chwili się zatopiłam. Nie pierwszy raz widzę te śliczne oczka z głęboką zielenią, ale za każdym razem jak w nie patrzę wydają się być ładniejsze. Za każdym razem. 
- Kusząca propozycja. Grzechem by było odmówić. - złożyłam krótkiego całusa na jego ciepłych wargach i ryszuliśmy w stronę mojego domu. 
-----------------------------------------------------------------------
Kur*a ...
Dlaczego wena mi ucieka i piszę krótki i bezsensowne rozdziały?! dlaczegooo ??
Dobra to tak dla "OLIWI JEDNOKIERUNKOWEJ"
Anabeth to jest była Harry'ego. Możesz zobaczyć w zakładce "bohaterowie" ;))
We wcześniejszych rozdziałach też była ;3

Do następnego ;*
Który nie wiem kompletnie kiedy się pojawi ;cc
KC <3333

sobota, 5 października 2013

Chapter 17

Czy zawsze gdy zaczyna sie coś układać to coś musi się pieprzyć? Myśląc że będzie już wszystko jak najlepiej, wtedy szanse na szczęście maleją i rosną na to by wszystko się spieprzyło. Dlaczego w życiu nie może być tak jak w bajkach dla dzieci? Miłość jest od pierwszego wejrzenia, gdy to książę na białym rumaku bierze księżniczkę z wieży w której jest uwięziona. Potem jest ślub, dzieci i inne duperelki. Dlaczego w bajce na jedno pstryknięcie masz wszystko czego zapragniesz? Poleci jedna łza zjawia się wróżka i spełnia życzenia. Dlaczego tak nie może być w normalnym życiu? Ahh to wszystko jest do dupy. 
Harry przytulił mnie mocniej i pogłaskał po włosach. Wytarłam łzy z policzków i całą swoją siłą przycisnęłam loczka do swojego ciała.
- Dlaczego ... ja? - spytałam szlochając i zaciągając nosem. Ostre perfumy Harry'ego drażniły wnętrze moich nozdrzy.
- Csiii ... - Harry pocałował mnie w czoło i zaniósł do salonu na łóżko.  Przykrył kocem i usiadł na podłodze obok mnie. Po chwili zasnęłam.

*Harry's pov
Czy to możliwe, że to wszystko sprawa John'a? Możliwe. On taki jest. Nie mogę mu na to pozwolić ale też nie mogę mu tego zabronić, bo cało z tego nie wyjdę. Spytać? Hmm, nie zaszkodzi. Chociaż może. John z pozoru wygląda na normalnego faceta. Gdyby ktoś go zobaczył na ulicy? Pff. Nic po prostu. normalny przechodzeń. W cztery oczy? Uważaj na słowa. 
Dom wypełnił głośny dzwonek do drzwi. Podbiegłem i otworzyłem.
- Hej, Harry. Co tam u cb i Emily? - spytała przekraczając próg domu brunetki. 
- Siema. - szepnąłem i zamknąłem za nią dom, ta spojrzała się na mnie i uśmiechnęła, a ja przewracając oczami zaprosiłem ją do salonu. 
- Oo, śpi. - oznajmiła, opadając całym swoim ciężarem na fotel. A no tak, zapomniałem. Przyszła Anabeth. Długonoga pięknośc z blond włosami.
- Wiesz, zauważyłem. - odpowiedziałem i usiadłem na to samo miejsce co wcześniej. 
- Zmęczyłam się. - oznajmiła patrząc na brunetkę. Moją brunetkę. Spojrzałem na nią i mimowlonie na mojej twarzy zagościł uśmiech. Pocałowałem ją w czoło i zwróciłem się do Anabeth.
- Czym niby? - zaśmiałem się a ta dała mi kuksańca w bok i oboje zaczęliśmy się śmiać. 
- Szukałam pracy i znalazłam. Prezenterka. To teraz mi pogratuluj. - oznajmiła i wyszczerzyła swoje białe zęby. 
- Chciałabyś. - powiedziałem i rzuciłem w nią poduszką. Oboje wybuchnęłiśmy głosnym śmiechem.
- Najbardziej rozpowszechniony program telewizyjny na caaaałym świecie, a w nim ładna blondynka jako prezenterka. - dziewczyna wypowiedziała te słowa z wielką gracją w głosie. Uśmiechnąłem się do niej lekko. Nie powiem, ładna to ona jest. Uśmiech ma śliczny. Nogi też. Włosy. Oczy. Figurę. Harry stop! Potrząsnąłem lekko i niewidocznie głową i wyrzuciłem z niej myśli o Anabeth. Przymknąłem oczy i w mojej głowie pojawił mi się obraz jak całuję sie z Emily. Pierwszy raz poczułem motylki w brzuchu. Stado. Uśmiechnąłem się i odruchowo spojrzałem w jej kireunku. W tym samym momencie, dziewczyna przekręciła się na drugi bok. 
- Gdzie mieszkasz? - spytałem Anabeth, a na jej twarzy zagościł lekki uśmieszek.
- W domu. - odpowiedziała i zaczęliśmy się śmiać. - A tak na serio to jak tu na skrzyżowaniu w prawo i czwarty dom. Wpadnij kiedyś. Na kawę. Herbatę. Ciastko. Z Emily. - rzekła i puściła mi oczko. 
- Może skorzystaaam. - przeciągnąć końcówkę wyrazu i poczułem jak Emily podnosi się z łóżka. 
- Harry? - spytała powoli otwierając jedno oko.
- Jasne, że tak. A spodziewałaś się kogoś? - spytałem i pocałowałem ją prosto w usta.

*Emily's pov
Otworyłam oczy i uśmiechnęłam się do Harry'ego. 
- Pójdę zrobić sobie herbatę. Chcesz? - spytała loczka, na co ten w odpowiedzi przytaknął.
- Okej. - szepnęłam i ruszyłam do kucni zaparzyć herbatę. Wstawiłam wodę i do kubków wrzuciłam po małej torebce. Chwilę potem gwizdek w czajniku zaczął piszczeć. Zalałam kubki do pełna. Posłodziłam i zaniosłam do salonu stawiajac na szkalny stolik. Spojrzałam na Harry'ego i kątem oka zauważyłam kogoś siedzącego na fotelu. Z wymalowanym zdziwieniem na twarzy spoglądałam to na Hazzę to na ... hmmm ... Anabeth. Bingo! Oboje wybuchnęli głośnym smiechem, a ja dalej stałam jak słup wpatrując się w nich.
- Ty. Kiedy tu przyszłaś? - spytałam kładąc na prawy bok i przekręcając głowę w odwrotną stronę. 
- Jak spałaś. - odwiedziała opanowując swój śmiech. Podrapałam się po karku i spojrzałam na Harry'ego. Ten pokiwał głową twierdząco.
- Okej. Nie pytam. - rzekłam i we trójkę zaczęliśmy się śmiać. 
***
Szliśmy ciemnymi uliczkami oświetlonego blaskiem księżyca Londynu. Napawaliśmy sie świeżym, brytyjskim powietrzem. W ciszy. Co chwila spoglądałam na mój cień przemierzający chodnik razem ze mną. Trzymałam jego rozgrzaną dłoń. A on moją. Po prostu. Trzymaliśmy się za ręce. Mijaliśmy lapmy, które oświetlały nam dalszą drogę. Drzewa, które machałay gałęziami i dawały lekki chłodny wiaterek. Szliśmy w ciszy i wdychaliśmy powietrze, które dawało nam życie. Kocham taki stan. Stan w którym nie musisz się o nic martwić. Stan w którym czujesz się biezpiecznie. Stan w któym wiesz, że dobrze robisz będąc z osobą którą kochasz w miejscu gdzie chcesz i powinnaś być. Stan w którym kochasz bezgranicznie i bezwarunkowo. 
Mimo, pomimo i wbrew.
-----------------------------------------
No to tak. Wiem, że krótki. Wiem.
Przepraszam <3
Kolejny dłuższy. Obiecuję :**
To tak:
BLOG ZOSTAJE I KONIEC KROPKA !!! <3 

Kto się cieszy komentarz tu pliis <3 
Do następnego <3
Dziękuję za 10 komentarzy. TERAZ PIĘĆ I NASTĘPNY <3 KCOAHM WAS WIEM ŻE DACIE RADĘ :***