piątek, 27 września 2013

Chapter 16

NOTKA POD ROZDZIAŁEM !!!

'Strasznie głośno krzyczysz. Jakiś koszmar?'
Odczytałam treść sms-a i zesztywniałam. Znowu. Dlaczego akurat ja? Czy to wszystko wiąże się z Harry'm? A jeśli nawet to co z tego? Kocham go zbyt mocno żeby zrezygnować ze związku. Jestem w tym związu tak jakby "uwięziona". Tylko w sensie pozytywnym. Co by sie nie działo i tak zostanę z Harry'm. Kocham go. Mocno. Bardzo. Jak nigdy nikogo. Może datego że on jest pierwszą osobą którą kocham? Może.
Tak Harry jest pierwszą osobą w moim zyciu z którą jeste i którą kocham tak mocno. Mimo, pomimo i wbrew. 
Liam? Był, przepraszam jest moim przyjacielem. I zawsze będzie, chodź dawno go nie widziałam. Tak byłam z nim. Jakiś tydzień. Oboje stwierdziliśmy, że nie sprawdzimy się w związku i lepiej jak zostaniemy przyjaciółmi. Tak też sie stało. Zostawiłam go w Bradford. W moim rodzinnym mieście. Liam jest bardzo ważną osobą w moim życiu. Był ze mną w każdej chwili załamania. Gdy miałam depresję zaczęłam się ciąć. Robiłam to regularnie. Można powiedzieć, ze byłam od tego w jakiś sposób uzależniona. Nie przeżyłam dnia, godziny, bez przecięcia ostrą żyletką swojej bladej skóry na nadgarstku. Wtedy zaczęłam ćpać. Miałam jakieś czternaście lat. Taka głupia gówniara, która się tnie, ćpa i Bóg wie co robi. Każdy mnie właśnie uważał za taką dziewczynę. Rówieśnicy wyzywali mnie od ćpunek i idiotek. Że jestem nieznaczącym zerem i nic ze mnie nie będzie. Na począku olewałam to i się nie przejmowałam, ale z czasem sama zaczęłam w to wierzyć. W ich słowa. Jesteś zerem. Codziennie to samo. Codziennie te same słowa. 
Ludzie myślą, że taki gówniarz nie rozumie, nie czuje tak samo jak dorosły. Nie prawda. To właśnie dziecko bierzę wszystko do siebie, bardziej to przeżywa. To dziecko rozumie bardziej niż niektóry dorosły. 
Z czasem ćpałam regularnie. Cięcie się i ćpanie to były dwie najważniejsze czynności w moim życiu. Uzależniłam się. Trafiłam na odwyk w wieku piętnastu lat. Rodzice przez jakiś czas mnie nie odwiedzali. gdy został miesiąc zaczęli przychodzić. Dzięki Liam'owi. To on pomógł mi wyjść z tego. On mnie nie zostawił. 
Gdy byłam w tym budynku z trzema mężczyznami, wspomnienia wróciły. Narkotyki. To nie był pierwszy raz. Znaczy pierwszy, po tak długiej przerwie. 

Przymknęłam oczy i wyprostowałam się rozciągając przy tym swoje mięśnie. Spuściłam nogi z łóżka i zaczęłam chodzić po wokół mojego pokoju. Skąd on wie co ja robię? Kamerki? Wykluczone. No bo wkońcu jak i kiedy? Zgasiłam światło i podeszłam do okna, wyglądając przez nie. Obok domu na przeciwko nas stało jakieś auto. Spróbowałam się bardziej przyjrzeć, ale z racji tej iż było ciemno a na ulicy nie było ani jednej zapalonej lampy, nic nie zobaczyłam. Pomyślałam, że może to on i zasłoniłam rolety w pokojach na górze i pozamykałam wszystkie okna. Tak samo zrobiłam na dole. Zamknęłam drzwi na wszystkie zamki i wróciłam aby zamknąć drzwi balkonowe u Holly w pokoju. Pogasiłam światła i zatrzasnęłam za sobą drzwi od mojego pokoju. Odetchnęłam próbując się choć trochę rozluźnić. Mój spokój jak zawsze nie trwał długo. Przecież to Emily Dickinson ona nie może się czuć bezpiecznie i spokojnie. Wzięłam do ręki białego iPhone'a, który wibrował dając znak, że mam sms'a. Odblokowałam ekran i zaczęłam czytać. 
'Nie musisz się mnie bać. Nic Ci nie zrobię. Jak narazie. Jak będziesz grzeczna. Ale wiedz, że przede mną się nie schowasz kotku.'
No tak, czegoinnego ja się mogłam spodziewać? Tej nocy nie zasnę. Gwarantuję wam to. Chociaż ... Hary. Zadzwonię do niego. Wykręciłam numer i czekałam na odpowiedź

*Harry's pov
Siedziałem z chłopakami i Eve na kanapie w salonie, gdy nagle mój iPhone zaczął wibrować, a na ekranie widniał napis "Emily<3" Popędziłem do kuchni i przyłożyłem go do ucha.
~*~
- Tak kochanie? Coś się stało? - spytałem odrazu na wstępie.
- Tak znaczy nie. Ale przyjedź. Boję się. - wyszeptała cichym łamiącym się głosem.
- Kotku, czego się boisz? - zapytałem szukając kluczyków od auta po całej kuchni.
- Po prostu przyjedź. - szepnęłam i usłyszałem trzy piknięcia oznaczające zakończenie rozmowy. .
~*~
- Chłopaki wychodzę! - krzyknąłem naciskając klamkę od frontowych drzwi.
- Gdzie? - usłyszałem za sobą pytanie, ale nie miałem zamiaru na nie odpowiadać.
Wskoczyłem do auta, a kluczyki wsadziłem do stacyjki. Przekręciłem je raz, drugi, trzeci. Nic.
- Kurwa! - walnąłem w kierownicę, prosto w klakson i dźwięk rozbrzmiał po okolicy. 
Przekręciłem kluczyki po raz kolejny. Zapalił. Z piskiem opon ruszyłem z podjazu i pod domem Emily byłem po pięciu minutach. Zadzwoniłem dzwonkiem. Minęło może niecałe pięć sekund, a ta już mi je otworzyła. Wszedłem za próg i zatrzasnąłem za sobą drzwi, tuląc do siebie brunetkę. Pocałowałem ją w czoło i przycisnąłem bardziej do klatki piersiowej.
- Kocham cię. - szepnęła i wpiła się w moje usta. Podciągnąłem ją do góry i wchodząc do jej pokoju, położyłem na łóżku. Ściągnąłem swoje rzeczy i położyłem się obok niej, a ta odrazu się w mnie wtuliła, nakrywając nasze ciała ciepłym kocem.
- Czego się bałaś? Albo nadal boisz? - spytałem okręcając sobie jej włosy wokól palca. Emily wzięła do ręki swojego iPhone'a i pokazała wszystkie wiadomości od nieznajomego. Próbowałem nie pokazywać tego po sobie, ale w środku naprawdę chciałem znaleźć TĄ osobę i tak po prostu wbić kulkę w łeb. Ot tak i odejść.Przycisnąłem ją do siebie i oboje zasnęliśmy.
***
Podniosłem się łóżka i rozejrzałem się dookoła. Zszedłem na dół i ujrzałem drobną postać siedzącą na blacie w kuchni. Podszedłem i przytuliłem ją od tyłu. 
- Hej ślicznotko. - wymruczałem jej do ucha, składając na jej szyi małe pocałunki. 
- Harry zobacz co znalazłam. - oznajmiła dziewczyna kładąc trzy małe kamerki.
- Gdzie były? - spytałem podchodząc do niej tak aby stać twarzą w twarz. Miała łzy w oczach.
- W mojej sypialni, łazience i salonie. - odpowiedziała i wtuliła się w zagłębienie mojej szyi. Kolejny raz naszła mnie ochota zabicia gnoja. 
----------------------------------------------------------------------------------
Taa daaaam. Rozdział szesnasty ;)
Miał wyjść dobrze. Wyszło jak zawsze xd
Tak więc jeżeli obchodzi was chodź trochę ten blog to przeczytajcie to:
Myślę nad zakończeniem tego bloga. Tak. Usunięciem. Decyzja nie jest podjeta ostatecznie, ale na 70 %. 
Jeżeli ktoś z was (jeżeli wgl ktoś tu jeszcze jest i to czyta) chce aby blog został to proszę tu o zostawienie komentarza. Nawet głupiej kropki. Jeżeli nie masz konta to dodaj z anonima i się podpisz nwm. imieniem. pseudonimem czy mkolwiek. Ale dodaj jak przeczytałeś/aś. i oczywiście chcesz aby blog został.
Ja piszę, staram się a tu jeden komentarz. Hello!
Zamiast rosnąć komentarze,  wyświetlenia. To nieee. Okej. Jak nie chcecie to nie muszę tego pisać. Ja nie robię tego dla siebie tylko dla was.
Więc jeżeli mam dla kogo pisać, to dodaj tu komentarz. Nawet kropkę. Ale dodaj. Cokolwiek. 
AMEN. ^^

Rozdział krótki bo ... tak. Ile będzie komentarzy taki będzie rozdział. 
Proste?
Proste.
Mała ilość komentarzy - krótki rozdział.
Dużo komentarzy - długi rozdział. 
No to róbcie jak chcecie ;**





 

poniedziałek, 16 września 2013

Chapter 15



Trzęsącymi się dłońmi odłożyłam książkę na miejsce i opierając się o ścianę oplotłam ramionami nogi. Położyłam brodę na kolanach i przymknęłam oczy . Spojrzałam na iPhone’a  i po plecach przeszły mnie dreszcze. Przełknęłam ogromną gulę w gardle i wzięłam kilka głębokich wdechów. Przecież nie mogę o tym myśleć. Ale kto to był? Cicho, już, już. Spokojnie. Wstałam z łóżka i po drodze zabierając za sobą potrzebne rzeczy popędziłam pod prysznic.

Ciepłe kropelki wody  rozluźniały moje mięśnie, a zarazem całe ciało. Było mi tak dobrze. Wytarłam mokrą skórę i rozczesałam posklejane włosy i zaczęłam je suszyć. Zarzuciłam na siebie jakąś dużą męską koszulkę, która nie wiem co robiła w mojej garderobie. Pewnie jest Liam’a. Jak ja go dawno nie widziałam. Trzeba się spotkać ze starym przyjacielem.

Wyszłam z łazienki i pobiegłam na dół do kuchni w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Chwytając kanapki i omijając co drugi schodek wpadłam do pokoju. W oczy od razu rzucił mi się iPhone. Wciągnęłam powietrze, po to by go zaraz wypuścić. Usiadłam na fotelu i włączyłam laptopa. Nic ciekawego nie znalazłam więc położyłam się na łóżku i zaczęłam pałaszować kolację. Odruchowo spojrzałam na zegarek, który pokazywał godzinę siedemnastą. Pusty talerz odstawiłam na szafkę i postanowiłam zadzwonić do cioci z pytaniem o której będzie. Jeden sygnał, drugi, piąty. Nic. Odłożyłam go na miejsce, a ten zaraz zawibrował. Serce podeszło mi do gardła, a ręce zaczęły się trząść. Czy teraz na każdego sms-a będę tak reagowała? Wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać sms-a, który był od Holly. Informowała mnie o tym że nie wróci na noc bo zostaje u jakiejś tam koleżanki bo maja cos tam z pracy. Super. Położyłam głowę na poduszce i zaczęłam myśleć o swoim życiu.

***

Przystawiam naładowany pistolet do jego głowy. Głowy którą kocham. Głowy która należy do NIEGO. Zamykam oczy i czuję jak przyjemne ciepło rozchodzi się po moim organizmie. Czuję szczęście i rozkosz. Brak miłości. Jest fajnie. Mogę latać. Yeah. Od zawsze marzyłam. Otwieram oczy i jestem razem z nim w ciemnym lesie. Wokół nas stoją mężczyźni w czarnych strojach i białych rękawiczkach. Lustruję ich wzrokiem i wybucham głośnym śmiechem. - Nie pasują ci rękawiczki do stroju! – krzyczę do jednego z nich. Zamykam oczy i znowu stoję z pistoletem przyłożonym do Jego skroni. Wybucham głośnym śmiechem, a z jego zielonych oczu płynął samotne łzy oświetlone blaskiem księżyca. Znowu zaczynam się śmiać i lustrują go od góry do dołu. Oglądam się za siebie a za mną stoi zbudowany mężczyzna ze strzykawką w dłoni. Uśmiecham się do niego, a ten prycha na mój widok i odwraca się w drugą stronę. Znowu swój wzrok zatrzymuję na Jego twarzy. Jest już cała mokra od łez. Ocieram kropelki potu z jego czoła i patrzę prosto w jego oczy. - Życie jest fajne. Nieprawdaż? Tylko szkoda, że twoje już się kończy. – oznajmiam i zaczynam się śmiać w niebo głosy. Spoglądam ostatni raz na Jego żywą twarz, na jego żywe oczy i powieki z których nie popłynął już łzy. Jakoś nie wzrusza mnie to. Przybliżam się do niego i szepczę mu do ucha: - Miłego wypoczynku. – zaczynam się śmiać i powoli naciskam spust. Strzał. Krew. Wszędzie czerwony płyn. Leci w powietrzu. Płynie po betonie. Spoglądam na Niego martwego i wtedy sobie uświadamiam. To jest chłopak którego kocham. Harry. To on. Zabiłam go. Właśnie to zrobiłam. Zabiłam. Człowieka, który miał żyć. Który chciał żyć. - Dobra robota maleńka. – słyszę w prawym uchu. Upadam na kolana i kładę dłoń na Jego martwej, bladej twarzy. - Harry! – krzyczę i spoglądam w niebo. Uświadamiam sobie, że to przecież moja wina. To ja go zabiłam. Kładę się obok niego i biorę do ręki pistolet. Przybliżam go do mojej skroni i spoglądam na Niego. - Zaraz się znowu zobaczymy kochanie. – mówię i strzelam prosto w skroń. To koniec. Wszystkiego. Miłości. Mnie. Jego. Koniec. Dosłownie.

***

Obudziłam się cała mokra i zapłakana. Wytarłam klejące się oczy i próbowałam się jakoś uspokoić. Ręce miałam spocone i cała się trzęsłam.  Nie, nie, nie. Ja nie chcę. Nie chcę żeby to kiedyś się zdarzyło. Po dziesięciu minutach odstresowałam się i zaczęłam oddychać równomiernie. Nagle mój iPhone zaczął wibrować spojrzałam na ekran, a moje serce które zdążyło zacząć normalnie bić w normalnym tempie znowu zaczęło szybko i nierównomiernie bić. 

piątek, 6 września 2013

Chapter 14

Przed oczami mignęło mi kilka wspomnień. Wszystkie przez mgłę. Niektóre z Liam’em, inne z Harry’m, a jeszcze inne z Niall’em. Nie wiem dlaczego. Nie wiem po co. Kompletna pustka.
Usłyszałam cichy szept. Kilka razy. Próbowałam się skupić i spróbować usłyszeć to wyraźniej. W końcu udało mi się. Słuchałam dokładnie każdego wypowiadanego słowa. ‘Emily. Kochanie. Wiem, że jest i będzie ci ciężko po tym wszystkim. Pomogę Ci przejść przez to. Kocham Cię. Wiesz o tym prawda? Wiem, że wiesz. Wiem, że ty kochasz też mnie. Wygodnie ci jest? Jeśli nie to jakoś ci poprawię to wszystko.’ Cisza. Później usłyszałam tylko pociągnięcie nosem. Płakał. Mój Harry płacze. Poczułam ciepłą palce oplatające moją dłoń. Spróbowałam otworzyć oczy. Mogłam, ale wolałam posłuchać dalej tego co Harry ma do powiedzenia. Kocham właśnie takiego Harry’ego. ‘Emily. Obudzisz się. Prawda? Powiedz, że tak. Kocham Cię najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie życia. Beż Ciebie.’ Przerwa. Kropla łez spłynęła po moich palcach, a później w tym samym miejscu poczułam ciepłe usta. Nie mogłam go dalej trzymać w niepewności.
- Kocham Cię Harry i Cię nie zostawię. Obiecuję. – wyszeptałam zachrypniętym głosem i po otworzeniu oczu ciepło spojrzałam na chłopaka.
W tamtym momencie z oczu spłynęły wszystkie łzy które tylko tam miał i przybliżył do mnie swoją twarz, a po chwili całowaliśmy się namiętnie i czule. Brakowało mi tego przez cały czas gdy tu leżałam. Chłopak oderwał się ode mnie i spojrzał prosto w oczy.
- Kocham Cię. Rozumiesz? Nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić. – szepnął i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się do niego, a ten odpowiedział mi tym samym.
- Ile tu leżę? – spytałam patrząc jak siada obok mnie na białym łóżku.
- Dwa dni. – oznajmił dalej zawzięcie poprawiając mi poduszkę.
- Wygodnie mi. – rzekłam i pocałowałam go w rękę. Aż dwa dni? Wydawało mi się że jakąś godzinkę ewentualnie dwie.
- Aż? A co z tamtymi kolesiami? – spytałam. Harry spuścił głowę i zaczął bawić się swoimi palcami. Błądził wzrokiem po całym pomieszczeniu wkońcu spojrzał na mnie i smutno się uśmiechnął.
- Uciekli. Boję się, że znowu będą próbowali coś ci zrobić? – po całym moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Momentalnie zrobiło mi się zimno, a zarazem ręce mi się pociły. Harry widząc to mocno mnie do siebie przytulił i pocałował w głowę.
- Wszystko będzie dobrze. – szepnął do ucha i znowu zastygliśmy w pocałunku. Zastanawiała mnie jedna rzecz. Skąd oni wiedzieli, że tam jestem?
- Skąd wiedzieliście, ze tam jestem? – spytałam zaciekawiona postawionym sobie pytaniem.
- Tylko nie wściekaj się na niego. Ok.? – spytał i nieznacznie się uśmiechnął. – Niall zadzwonił do mnie i razem cię śledziliśmy. Na początku nie mogliśmy Cię znaleźć. Ale jakoś się udało. – odpowiedział i mocno mnie do siebie przytulił. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i odruchowo przeniosłam na nie wzrok.
- Dzień dobry. Jak zdrówko? – spytał lekarz oglądając te wszystkie aparatury do których byłam podłączona.
- No dobrze, dobrze. – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do pana.
- No to fajnie. A ile czasu temu się obudziłaś? – spytał, a ja w myślach dodawałam każdą sekundę.
- Jakieś pięć, dziesięć minut. – oznajmił za mnie Harry i szczerze się uśmiechnął.
- No dobra. Niech pani weźmie te leki. – pokazał gestem ręki na tabletki leżące na szafce obok mojego łóżka.
- Dobrze. – odpowiedziałam, a lekarz wyszedł zamykając za sobą drzwi. Spojrzałam na Hanzę, a chwilę potem znów ktoś wszedł do sali. Przeniosłam wzrok na tą osobę. Niall. Zlustrowałam go wzrokiem i aż się przestraszyłam. Koszulka jakby była nie prana od kilku dni, spodnie tak samo. Oczy podkrążone, Kilka siniaków na rękach i twarzy. Włosy poczochrane w totalnym nieładzie.
- Niall… - szepnęłam, a z oczu poleciało mi kilka samotnych łez.
- Spokojnie. – powiedzieli w jednym momencie. Spojrzałam raz na Harry’ego raz na Niall’a.
- Już między wami wszystko ok.? – spytałam dalej lustrując blondyna wzrokiem.
- Tak. – odpowiedzieli uśmiechnięci. Spojrzeli się na siebie i przybili sobie piątkę i tak zwanego żółwika.
- Chodźcie do mnie. – przytuliłam ich i napawałam się ostrym zapachem ich perfum.
***
Weszłam do domu cioci i od razu rzuciłam się na kanapę. Podeszła do mnie ciocia w czerwonym fartuchu umazanym w mące i szerokim uśmiechem na twarzy.
- I jak było? – spytała wycierając dłonie o kolorową ściereczkę.
- Jak to jak? – spytałam zaskoczona.
- No u rodziców Harry’ego. – odpowiedziała cały czas szeroko się uśmiechając. Rodzice Harry’ego? Ahh tak pewnie wymówka na nieobecność mnie w domu. Pomyślałam sekundę nad odpowiedzią i zdecydowałam się na tą najprostszą.
- Fajnie, fajnie. – rzekłam i  wygodniej usiadłam na kanapie.
- Opowiesz coś o nich? – spytała siadając obok mnie. O kurde. Co ja jej teraz mam powiedzieć?
- Oj. Jeść mi się chce. – powiedziałam, a gdy ciocia wstała dokończyć to co zaczęła napisałam do Harry’ego sms-a.


- Pyszne. – oznajmiłam połykając pierwszy kęs jedzenia. Nawet nie wiem co zrobiła wtedy. Byłam zestresowana tym, że może zadać mi jakieś pytanie na temat jego rodziny, a ja nie będę wiedziała. Coraz szybciej jadłam. Wkońcu zakrztusiłam się i zaczęłam kaszleć.
- Nic Ci nie jest? – spytała ciocia spokojnie popijając kawę.
- Chy … ba … nie… - powiedziałam między kaszlami. Wzięłam do ręki kubek z ciepłą herbatą i upiłam łyk.
- Już lepiej. – rzekłam i dokończyłam obiad. – Dziękuję. – rzekłam i potykając się co drugi schodek, popędziłam na górę. Wpadłam do pokoju, zatrzasnęłam za sobą drzwi i rzuciłam się na łóżko. Chwilę popatrzyłam w biały sufit wiszący nade mną i na chwilę przymknęłam oczy. Po to bo choć trochę się zrelaksować. W głowie pojawił mi się obraz tych trzech kolesi. Po plecach przeszły nie ciarki. Potrząsnęłam głową i z szafki stojącej obok łóżka wyciągnęłam jakąś książkę o wampirach. Otworzyłam na stronie, na której ostatnio skończyłam czytać i zaczęłam zapoznawać się z tekstem historii jakiejś dziewczyny i wampirów.
Przekręciłam stronę i poczułam wibrację w kieszonce spodni. Wyciągnęłam iPhon’a i zamarłam. 

------------------------------------------
Tak wiem długo itp itd. Ale czekałam choć na jeden komentarz jeszcze. A tu nic. No to trudno już dodałam. Ale za to krótki. :P
Dobra nic wam się nie stanie mordki <33
Do następnego. Sajonara xd <33 :*