poniedziałek, 16 września 2013

Chapter 15



Trzęsącymi się dłońmi odłożyłam książkę na miejsce i opierając się o ścianę oplotłam ramionami nogi. Położyłam brodę na kolanach i przymknęłam oczy . Spojrzałam na iPhone’a  i po plecach przeszły mnie dreszcze. Przełknęłam ogromną gulę w gardle i wzięłam kilka głębokich wdechów. Przecież nie mogę o tym myśleć. Ale kto to był? Cicho, już, już. Spokojnie. Wstałam z łóżka i po drodze zabierając za sobą potrzebne rzeczy popędziłam pod prysznic.

Ciepłe kropelki wody  rozluźniały moje mięśnie, a zarazem całe ciało. Było mi tak dobrze. Wytarłam mokrą skórę i rozczesałam posklejane włosy i zaczęłam je suszyć. Zarzuciłam na siebie jakąś dużą męską koszulkę, która nie wiem co robiła w mojej garderobie. Pewnie jest Liam’a. Jak ja go dawno nie widziałam. Trzeba się spotkać ze starym przyjacielem.

Wyszłam z łazienki i pobiegłam na dół do kuchni w celu zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Chwytając kanapki i omijając co drugi schodek wpadłam do pokoju. W oczy od razu rzucił mi się iPhone. Wciągnęłam powietrze, po to by go zaraz wypuścić. Usiadłam na fotelu i włączyłam laptopa. Nic ciekawego nie znalazłam więc położyłam się na łóżku i zaczęłam pałaszować kolację. Odruchowo spojrzałam na zegarek, który pokazywał godzinę siedemnastą. Pusty talerz odstawiłam na szafkę i postanowiłam zadzwonić do cioci z pytaniem o której będzie. Jeden sygnał, drugi, piąty. Nic. Odłożyłam go na miejsce, a ten zaraz zawibrował. Serce podeszło mi do gardła, a ręce zaczęły się trząść. Czy teraz na każdego sms-a będę tak reagowała? Wzięłam go do ręki i zaczęłam czytać sms-a, który był od Holly. Informowała mnie o tym że nie wróci na noc bo zostaje u jakiejś tam koleżanki bo maja cos tam z pracy. Super. Położyłam głowę na poduszce i zaczęłam myśleć o swoim życiu.

***

Przystawiam naładowany pistolet do jego głowy. Głowy którą kocham. Głowy która należy do NIEGO. Zamykam oczy i czuję jak przyjemne ciepło rozchodzi się po moim organizmie. Czuję szczęście i rozkosz. Brak miłości. Jest fajnie. Mogę latać. Yeah. Od zawsze marzyłam. Otwieram oczy i jestem razem z nim w ciemnym lesie. Wokół nas stoją mężczyźni w czarnych strojach i białych rękawiczkach. Lustruję ich wzrokiem i wybucham głośnym śmiechem. - Nie pasują ci rękawiczki do stroju! – krzyczę do jednego z nich. Zamykam oczy i znowu stoję z pistoletem przyłożonym do Jego skroni. Wybucham głośnym śmiechem, a z jego zielonych oczu płynął samotne łzy oświetlone blaskiem księżyca. Znowu zaczynam się śmiać i lustrują go od góry do dołu. Oglądam się za siebie a za mną stoi zbudowany mężczyzna ze strzykawką w dłoni. Uśmiecham się do niego, a ten prycha na mój widok i odwraca się w drugą stronę. Znowu swój wzrok zatrzymuję na Jego twarzy. Jest już cała mokra od łez. Ocieram kropelki potu z jego czoła i patrzę prosto w jego oczy. - Życie jest fajne. Nieprawdaż? Tylko szkoda, że twoje już się kończy. – oznajmiam i zaczynam się śmiać w niebo głosy. Spoglądam ostatni raz na Jego żywą twarz, na jego żywe oczy i powieki z których nie popłynął już łzy. Jakoś nie wzrusza mnie to. Przybliżam się do niego i szepczę mu do ucha: - Miłego wypoczynku. – zaczynam się śmiać i powoli naciskam spust. Strzał. Krew. Wszędzie czerwony płyn. Leci w powietrzu. Płynie po betonie. Spoglądam na Niego martwego i wtedy sobie uświadamiam. To jest chłopak którego kocham. Harry. To on. Zabiłam go. Właśnie to zrobiłam. Zabiłam. Człowieka, który miał żyć. Który chciał żyć. - Dobra robota maleńka. – słyszę w prawym uchu. Upadam na kolana i kładę dłoń na Jego martwej, bladej twarzy. - Harry! – krzyczę i spoglądam w niebo. Uświadamiam sobie, że to przecież moja wina. To ja go zabiłam. Kładę się obok niego i biorę do ręki pistolet. Przybliżam go do mojej skroni i spoglądam na Niego. - Zaraz się znowu zobaczymy kochanie. – mówię i strzelam prosto w skroń. To koniec. Wszystkiego. Miłości. Mnie. Jego. Koniec. Dosłownie.

***

Obudziłam się cała mokra i zapłakana. Wytarłam klejące się oczy i próbowałam się jakoś uspokoić. Ręce miałam spocone i cała się trzęsłam.  Nie, nie, nie. Ja nie chcę. Nie chcę żeby to kiedyś się zdarzyło. Po dziesięciu minutach odstresowałam się i zaczęłam oddychać równomiernie. Nagle mój iPhone zaczął wibrować spojrzałam na ekran, a moje serce które zdążyło zacząć normalnie bić w normalnym tempie znowu zaczęło szybko i nierównomiernie bić. 

1 komentarz:

  1. Mmmmmm, ciekawe kto to. Mam nadzieję na coś między nią a Harry'm. Czekam na następny rozdział. Napisz dłuższy.

    Zapraszam do mnie: we-are-friends-forever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń