poniedziałek, 29 lipca 2013

Chapter 6

*Harry’s pov
Postawiłem ją na schodach i chciałem odejść gdy ta złapała mnie za rękę.
- Jeszcze raz ci dziękuję. Gdyby nie ty pewnie by mnie tu nie było. – powiedziała i spuściła głowę patrząc na swoje buty. – A tak w ogóle to co zrobiłeś z tym gościem? – spytała i spojrzała na mnie ciekawym wzrokiem.
- Nie interesuj się tym. – powiedziałem. Jak zwykle coś palnę. Harry ty pedale. – Prze… Idź już do domu. Widzimy się w szkole. Cześć. – oznajmiłem o odszedłem od niej.
Wszedłem do domu i zobaczyłem jak chłopaki siedzą w salonie ze stertą pustych puszek po piwie.
- Co tam? – spytałem wieszając płaszcz w przedpokoju. Wyciągnąłem ostatnią puszkę z alkoholem z lodówki i poszedłem do chłopaków, no i Eve.
- Dobrze. Gdzie się szlajałeś? – spytał Lou siadając obok mnie.
- Gówno Cię to obchodzi. – otworzyłem i zacząłem sączyć lodowatą ciecz. Włączyłem TV i zacząłem szukać sensownego programu. Same denne seriale z tonami wylanych łez. Ten świat schodzi na psy. Poszedłem do pokoju i usiadłem na łóżku. Wziąłem laptopa na kolana i zacząłem szukać jakiegoś filmu mafijnego gdy nagle weszła Eve.
- W szkole Cię pukać nie nauczyli? – spytałem patrząc na nią piorunującym wzrokiem.
- Pukać? Nauczyli, ale tak. – odpowiedziała i uśmiechnęła się, na co ja tylko prychnąłem.
- Coś chciałaś? – spytałem mając dość jej towarzystwa w na moim terenie.
- W sumie to tak. – powiedziała i usiadła na moim łóżku. Tego to już za wiele.
- Nie siadaj na moim łóżku. Masz podłogę. – oznajmiłem i wypiłem ostatni łyk alkoholu pokazując jej miejsce obok mojego łóżka.
- Harry! Ogarnij się! Co?! Na jakim ty świecie żyjesz?! Dobra. Zabijasz ludzi. Bijesz się z kolesiami. Przelatujesz puste laski. Ale co z tego? To nie znaczy że jesteś wyższy. Zobacz Niall’a, Louis’a,  Zayn’a. Oni robią to samo co ty. I jak się zachowują? Normalnie. Może czasami odbija im, ale to czasami. A tobie? Cały czas. Udajesz kogoś kim nie jesteś. To nie jest normalne. Harry spójrz na świat inaczej. Ty żyjesz we własnym świecie. Dobrze, ale do ludzi z tego świata, tobie obcego, odnoś się normalnie. Ta dziewczyna. Jak ona? Emily? Chciała dać ci dzisiaj do zrozumienia kim naprawdę jesteś i niezależnie od … - nie no musiałem jej przerwać. Doprowadza mnie tym do szału.
- Zamknij się i wyjdź. Po prostu. Beż słowa. Wyjdź. – powiedziałem pokazując jej palcem drewnianą powłokę prowadzącą na korytarz. Rzuciłem puszkę w kąt i zacząłem oglądać film.

*Emily’s pov
Weszłam do domu i poszłam od razu do kuchni żeby się czegoś napić. Nie za bardzo chciałam teraz widzieć ciocię, no ale cóż. Wzięłam szklankę i nalałam do niej soku. Zaczęłam sączyć ciecz i zauważyłam kartkę na blacie. ‘Będę późno, albo nawet i rano. Nie czekaj na mnie. Kocham Cię<3’ Balować się zachciało. Pfff.
Usidłam w salonie na kanapie i włączyłam TV. Same denne serialiki o miłości. Nie dla mnie. Wyłączyłam plazmę i pobiegłam na górę. Rzuciłam się na łóżko i myślałam. O Harry’m. O dzisiejszym zdarzeniu. Ja. Go. Pocałowałam? Chyba tak. Kurwa. Po co? Przejechałam palcem po ustach i uśmiechnęłam się. Zakochałam się? Nie, nie, nie. Za krótko się znamy. W sumie to kilka godzin. Nie to na pewno nie zakochanie. Zresztą nigdy nie miałam chłopaka. Nigdy się nie zakochałam. Więc co ja mogę o tym wiedzieć?
Wzięłam bieliznę i poszłam do łazienki wziąć krótki prysznic. Przeszły mnie po plecach dreszcze gdy po całym moim Ciele spływały chłodne kropelki. Wyszłam z kabiny i założyłam na siebie bieliznę. Ogólnie to zawsze śpię bez pidżamy. Umyłam zęby, a włosy związałam w koka. Poszłam do sypialni i wzięłam do ręki gitarę. Otworzyłam swój zeszyt z tekstami swoich piosenek i układem nut i zaczęłam grać moją najnowszą piosenkę.
Gdy skończyłam, odłożyłam instrument na miejsce i wzięłam do ręki telefon. Ustawiłam budzik na 7 i położyłam się, a po chwili zasnęłam.
***
Weszłam do szkoły i pokierowałam się pod klasę. Zaczęłam rozglądać się za Nelly, ale nigdzie jej nie było. No cóż. Bywa. Podeszłam do jakiejś dziewczyny stojącej pod oknem i przywitałam się z nią.
- Hej jestem Emily. – podałam jej rękę i uśmiechnęłam się.
- Eve. – odpowiedziała i spojrzała na mnie wzrokiem jakby miała mnie zaraz zabić.
- Do której chodzisz klasy? – spytała i stanęłam obok niej, opierając się o parapet.
- Trzecia. – odpowiedziała od niechcenia i odwróciła się do mnie przodem. – A ty? – spytała. A co ona nagle taka miła? Dziwna jest, ale sama zaczęłam rozmowę. Przeżyję.
- Druga. – odpowiedziałam i obejrzałam się za siebie. Zobaczyłam Harry’ego więc odwróciłam wzrok w stronę dziewczyny.
- Znasz Harry’ego? – spytała a ja w odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową i spytałam czy ona go zna.
- Tak znam go. Mieszkam razem z nim, bo .. – zaczęła, ale skończyła i po prostu odeszła. Mieszkają razem? W sumie to nie mój interes, ale chciałabym wiedzieć dlaczego. Może są rodzeństwem? Nie podobni to oni nie są. A może przybrane rodzeństwo? Zresztą co ja się tak nim interesuję?
Z zamyśleń wyrwał mnie ogłuszający dzwonek na lekcję. Weszłam do klasy i usiadłam na swoim miejscu, a chwilę po mnie przyszedł Harry.
- Hej Harry. – przywitałam się z nim uśmiechając się.
- Siema. – powiedział jakby od niechcenia i usiadł na swoje krzesło.
- Dobrze wróciłeś wczoraj? – spytałam kładąc książki na ławkę.
- No jak widzisz, żyję. – odpowiedział. – A tak w ogóle to się nie interesuj. – oznajmił i poszedł do ławki na drugim końcu sali. Głupek.
***
Wyszłam ze szkoły i drogę do domu pokonałam w 10 minut. Wsadziłam kluczyk i o dziwo drzwi były otwarte. Dziwne. Ciocia powinna być w pracy o tej porze. Może ma wolne. Nie wiem. Zostawiłam buty w przedpokoju i weszłam dalej, to co tam zobaczyłam przeszło najśmielsze oczekiwania. Stanęłam w progu jak wryta i patrzyłam.
- Emily! Uciekaj! – ciocia krzyknęła, a ja dalej stałam.

- Uciekaaaaaj! – krzyknęła, a po chwili zamilkła bo facet uderzył ją w twarz. Odwróciłam się na pięcie, wzięłam buty w rękę i wybiegłam z domu jak petarda. 
--------------------------------------------
Jak myślicie co będzie dalej?? :**
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!

sobota, 27 lipca 2013

Chapter 5

Wszedłem do domu i zastałem tam Zayn’a siedzącego na kanapie ze swoją dziewczyną.
- Hej Zayn. Hej Eve. – przywitałem się i poszedłem do kuchni po jakieś piwo. Otworzyłem lodówkę i wyciągnąłem zimną puszkę z alkoholem. Pobiegłem po schodach do swojego pokoju i zacząłem szukać jakiś informacji a temat Emily.

*Emily’s pov
- Okej. To widzimy się za godzinkę. Pa. Buźka. – pożegnałam się z Nelly i poszłam w stronę domu cioci. Weszłam do domu i zastałam tam Holly.
- Cześć ciociu. – przywitałam się i poszłam za zapachem pysznego dania. – Co na obiad? – spytała i usiadłam na blat, biorąc do ręki jabłko.
- Hej. Spaghetti. Jak tam w szkole? – spytała mieszając makaron.
- Super. – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. I podeszłam do cioci próbując sosu.
- To sprawa jakiegoś chłopaka? – spytała i spojrzała na mnie spod powiek. Przełknęłam i odpowiedziałam:
- Nie. Raczej koleżanki. Nazywa się Nelly McKenzie. – uśmiechnęłam się i dokończyłam swoje jabłko.
- Oo to fajnie. Nareszcie poprowadzisz normalne życie. – odpowiedziała i zabrała się za nakładanie obiadu. Westchnęłam i pomogłam Holly.

***
Dom wypełnił dzwonek do drzwi.
- Ciociu otworzyyyyyysz? – krzyknęłam i rozczesałam włosy.
- Otworzę! – usłyszałam głos Holly dochodzący z dołu a potem jak wita się z Nelly. Spięłam włosy i zrobiłam lekki make-up. Założyłam na siebie ubrania i chwytając torebkę do ręki zbiegłam na dół. Przywitałam się z Nel i wyszłyśmy do galerii na małe zakupy.
- A może ta? – spytała różowo włosa pokazując  sukienkę, chyba dziesiątą z kolei.
- Dla mnie w każdej wyglądasz super. – powiedziałam i wyciągnęłam jakieś fajne rurki, których brakowało w mojej garderobie.
Do domu wracałyśmy około godziny dziewiątej i o dziwo zdążyło już zrobić się ciemno.
- No pa kochana. – pożegnałam się z Nelly i poszłam w stronę domu do którego miałam jeszcze jakieś dwa i pół kilometra. Spacer w ciemności, zapowiada się wspaniale. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zobaczyłam sms’a od cioci z treścią kiedy będę. Hmmm, szkoda że nie mam kasy i jej nie odpiszę. Włożyłam swojego iPhon’a do torebki i przyspieszyłam kroku. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za nadgarstek.
- No to teraz się zabawimy kochana. – usłyszałam męski głos i gdy chciałam krzyknąć ‘pomocy’ zatkał mi usta dłonią, a potem zawiązał jakąś chustkę pomiędzy moimi ustami. Jedyne co mogłam zrobić to wydawać głuche dźwięki z mojego gardła.
- Nie krzycz tak głośno bo cię jeszcze ktoś usłyszy.- powiedział i wybuchnął głośnym śmiechem. Odwrócił się i poszedł w stronę jakiś drzwi. Chciałam rozwiązać chustkę ale nawet nie wiem kiedy zdążył związać mi ręce. Cholera. Spojrzałam na moje nogi. Tak. Nie związane. Próbowałam wstać i po długich próbach udało mi się. Poszłam w stronę, z której prawdopodobnie przyszłam. Zrobiłam kilka kroków i na skutek mocnego zetknięcia ze ścianą upadłam i walnęłam głową o ziemię. Usłyszałam kroki zmierzające w moim kierunku. No to się doigrałam, masz za swoje pierdolnięta Emily.
- No widzę, że samej to cię zostawić nie można. – powiedział i liną którą przyniósł związał moje nogi. Kurwa. Podniósł mnie i posadził na krześle. Długim grubym sznurem oplótł mnie w talii i przywiązał do krzesła tak mocno, że ledwo co wydychałam i wydychałam powietrze. Pierwszy raz oddychanie sprawiało mi ból. Poczułam jak żołądek wywraca mi się do ‘góry nogami’ i miałam ochotę zwymiotować, ale nie mogłam z powodu chustki w ustach. Usłyszałam oddalające się ode mnie kroki. Wtedy miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Miałam ochotę płakać, krzyczeć i się zabić. Nie wiedziałam co mam zrobić. Potem usłyszałam tylko strzał i nie widziałam już nic. Odpłynęłam.

*Harry’s pov
Rzuciłem pistolet i pobiegłem do Emily. Zbytnio nic nie widziałem, więc wyciągnąłem telefon i przyświeciłem sobie drogę do niej. Zobaczyłem jej sylwetkę przywiązaną do krzesła. Podbiegłam do niej i na początku wyciągnąłem jej szmatę z buzi. Odwiązałem ją od krzesła, a potem rozwiązałem ręce i stopy.
- Emily. – szepnąłem do niej próbując ją zbudzić.
- Emily kochanie obudź się. – powiedziałem i pocałowałem ją w rękę, a potem w policzek. Emily otworzyła oczy i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Harry? Harry co ty tu robisz? – spytała patrząc na mnie. Widziałem w jej oczach ból i rozpacz.
- Nie pytaj tylko chodź. – odpowiedziałem i wstałem. Spojrzałem na nią, ale najwidoczniej ona nie miała zamiaru iść ze mną. Ukucnąłem z powrotem i spojrzałem prosto w jej oczy. Chciałem ją pocałować. Tak bardzo mnie przyciągała, ale to nie jest odpowiednia chwila na takie zachowanie. To było coś w stylu przeleć mnie, a potem zostaw. Zawsze tak robiłem, ale z nią? Nigdy czegoś takiego nie czułem. Kocham ją? Nie to nie to. Zauroczenie? Coś w tym stylu.
Ona jakby czytała w moich myślach. Przysunęła się do mnie.

- Dziękuję. – szepnęła i złączyła nasze usta w krótkim, ale namiętnym pocałunku. Mmmm. Wstałem, wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do jej domu. 


----------------------------------------------------------------
No to rozdział PIĄTY. 
Powiem wam tyle na temat następnego rozdziału. 
Kompletny zwrot akcji. 
No to do następnego <33
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!

Dziękuję :*

Dziękuję Wam z całego serca za wyświetlenia i komentarze to naprawdę dużo dla mnei znaczy. <333 Dziękuję Wam bardzo. Kocham Was <33
Kolejny rozdział pojawi się dziś wieczorem. :D
I pojawili się nowi bohaterzy :D 
Eve będzie w kolejnym rozdziale :)) <33
I przypominam Wam o KOMENTARZACH <33 !!!

piątek, 26 lipca 2013

Chapter 4

*Harry’s pov
- Siem Em. – przywitałem się z nią i oparłem o parapet.
- Że co? – spytała i spojrzały na mnie we dwie,
- Em. Mogę tak na ciebie mówić? – spytałem i uśmiechnąłem się sztucznie.
- Nie. Nie możesz. – odpowiedziała i odwróciła się do mnie plecami.
- Pff. I tak będę tak mówił, Em. – oznajmiłem i znowu przeczesałem swoje loki.
- Zamknij się i posłuchaj mnie. Nie będziesz mówił na mnie Em i koniec. – odpowiedziała wymachując przy tym rękami na wszystkie możliwe strony.

*Emily’s pov
- Zamknij się i posłuchaj mnie. Nie będziesz mówił na mnie Em i koniec. Nie będziesz tak mnie nazywał nawet gdy jesteś Harry’m Edward’em Styles’em. Jeżeli bijesz się z każdym lepszym, pieprzysz każdą lepszą i robisz jeszcze inne rzeczy to nie znaczy że jesteś wyższy niż wszyscy tu obecni. Wiesz?! To co robisz robi cię jeszcze gorszym od nas tu zgromadzonych. Skończyłam. Cześć. – odpowiedziałam i odeszłam od niego jak gdyby nigdy nic. Kurwa, jeszcze sześć lekcji w jednej ławce z tym debilem. Nie wytrzymam. Tatuaże, kolczyki, dragi i myśli, że jest lepszy. Gówno prawda.

*Harry’s pov
Co. Ona. Powiedziała? Ooo nie, tak to się ze mną nie robi. Tak się nie robi z Harry’m Styles’em. Podszedłem do niej i złapałem ją za nadgarstek.
- Nie będziesz tak do mnie mówiła panno Dickinson. Nie będziesz. Rozumiesz? – szepnąłem jej do ucha ściskając ją za dłoń.
- Pieprz się. – wyrwała nadgarstek z mojej dłoni i odeszła. Ot tak. Odwróciłem się i poszedłem do Louis’a.
- Ta laska jest chora jakaś! – krzyknąłem mu prosto w twarz, a ten złapał mnie za ramiona i potrząsnął mną. Wyrwałem się i poszedłem do łazienki. Jedno wciągnięcie i jestem bogiem.

***
Wyszedłem z ostatniej lekcji i odetchnąłem z ulgą.. Zobaczyłem Niall’a i od razu do niego podbiegłem podzielić się z nim informacjami na temat Emily.
- Siema Niall. – przywitałem się z nim.
- Siema, siema. – odpowiedział i wyciągnął z kieszeni papierosa.
- Poznałem dzisiaj niejaką Emily Dickinson. – powiedziałem wychodząc z nim z placu szkoły.
- Jak jak? Jak na imię? – spytał podpalając sobie fajka.
- Emily. A co? – spytałem i powtórzyłem czynność przyjaciela.
- Nic. Wczoraj w sklepie wpadłem na jakąś Emily. Brunetka z jaśniejszymi końcówkami? – spytał i spojrzał na mnie wsiadając do swojego auta.

- Tak. – odpowiedziałem i ruszyłem do swojego samochodu cały czas myśląc o niejakiej pannie Dickinson. 
-------------------------------------
Podoba się? Co mam zmienić a co jest dobrze? 
Przypominam Wam o komentarzach skarbyy :**
Przepraszam, że taki krótki <33 
Wybaczycie?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!

czwartek, 25 lipca 2013

Chapter 3

Spojrzałam na zegarek wiszący na wprost mojego łóżka. Cholera! W pół do ósmej. Pobiegłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i wbiegłam powrotem do sypialni. Wyszukałam w walizce jakiś ubrań. Mam! Wyciągnęłam białą koszulkę i czarne rurki.  Włożyłam na siebie wybrane rzeczy, chwyciłam torbę i pędem zbiegłam na dół. Założyłam białe convers’y i wyszłam. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam która godzina. Mam dziesięć minut na dotarcie i najgorsze jest to że nie wiem gdzie znajduje się budynek szkoły. Podeszłam do jakiejś młodej dziewczyny.
- Hej. – przywitałam isę z nią i zapytałam o drogę do szkoły. Okazało się, że ona chodzi do tej samej i będziemy w jednej klasie. Ugh, chociaż jedna normalna osoba. Całą drogę rozmawiałam z nowo poznaną Nelly McKenzie. Ma ona fioletowo różowe włosy i jest piosenkarką. Nie kojarzę jej. Chociaż może ją kiedyś widziałam w TV. Weszłam z nią do klasy i przywitałam się z nauczycielem angielskiego.
- Oo panna Dickinson. – profesor na mój widok uśmiechnął się szeroko.
- Dzień dobry panu. – przywitałam się raz jeszcze, choć nie wiem po co.
- Przedstawisz nam się? Chociaż jak się nazywasz i skąd do nas przyjechałaś. – powiedział i podszedł do mnie. Jak ja nienawidzę wymowy na środku klasy.
- No to nazywam się Emily Dickinson i przyjechałam tu z Bradford. To mogę już usiąść? – spytałam i odprowadziłam Nelly wzrokiem aż do jej ławki.
- Tak siadaj. Tam masz wolne miejsce. – oznajmił nauczyciel wskazując palcem ławkę stojącą na środku klasy. Podeszłam do nij i przywitałam się z moim ‘współlokatorem’.
- Hej. Emily. – powiedziałam i usiadłam na swoje krzesło.
- Siema. Wiem jak masz  na imię, słyszałem. – syknął przez zęby a przez moje całe moje przeszły ciarki.
- Sorry. Harry jestem. Możesz mówić mi Hazz. – oznajmił i wyciągną rękę w moją stronę.

*Harry’s pov
Czekaj, czekaj. Czy ja pozwoliłem jej mówić na siebie Hazz?
Uścisnęła moją rękę i uśmiechnęła się do mnie. Kolejna laska do wykorzystania. Oh, tak. Najlepiej zacząłbym od teraz, ale trzeba się opanować. Ogarnij się, Harry.
Przecież Hazz mogą mówić na mnie tylko moi przyjaciele. Muszę to jakoś odkręcić.
- Okej … Hazz. – powiedziała i wyciągnęła swoje książki kładąc je na biurko.
- Nie, nie mów tak na mnie. – Boże powiedziałem to… Mogłem się ugryźć w język przed wypowiedzeniem tego. Jest mi głupio. Ale nie mogę tego pokazać bo przecież jestem Harry Edward Styles. Oh, tak .
- Yyy… Okej. Jak chcesz. To Harry? – spytała i spojrzała na mnie. Ładne ma te o… Nie, nie, nie. Co się ze mną dzieje?
- Tak. Harry. – odpowiedziałem i odwróciłem głowę w drugą stronę.
Od razu po dzwonku szybkim krokiem wyszedłem z klasy i poszedłem do Louis’a.
- Człowieku. Mamy kolejną laseczkę. – powiedziałem uradowany, a na te słowa Will uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Jak ma na imię? Jak wygląda? – spytał i gdy obejrzałem się zobaczyłem ją stojącą z Nelly pod oknem.
- Patrz tam stoi. Nazywa się Emily Dickinson. – odpowiedziałem i pokazałem mu ją.
- Uu stary. Niezła pamięć. Pierwsza laska o której tyle wiesz. – powiedział i klasnął w dłonie.
- Wiem jeszcze, że przyjechała tu z Bradford. – powiedziałem i walnąłem się w klatę jak ‘tarzan’.

- No, no. Należy ci się pochwała chłopcze. – oznajmił i odwrócił się do reszty chłopaków. Przeczesałem swoje włosy palcami i ruszyłem do Emily aby się do niej zbliżyć,  a później? Co będzie później to już wiemy wszyscy. 
--------------------------------------
No i jest rozdział TRZECI!! :*
Przepraszam, przepraszam, przepraszam. <333 Wybaczycie? :)
Jak myślicie co będzie dalej? Nie chodzi mi o następny rozdział tylko o wszystkie kolejne. 
Czy oni będą razem czy może coś innego? 
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!

P.S.
Rozdział dedykuję Natalii i Paulinie. Sorki, ze musiałyście czekać :*

poniedziałek, 22 lipca 2013

Chapter 2

Przebiegłam przez ulicę i biegnąć wzdłuż ulicy przypomniałam sobie, że przecież nie mam kluczy od domu więc do niego nie wejdę. Przystałam i chciałam się zawrócić, ale obok mnie przystało auto cioci i szyba się odsunęła.
- Wsiadaj podwiozę Cię. Przecież nawet nie masz kluczy. – powiedziała i zasunęła szybę.
- Okej. Dziękuję. – wysapałam otwierając drzwi. Usiadłam na fotelu i zapięłam pas. Drogę powrotną do domu pokonałyśmy szybko. Ciocia wręczyła mi klucze, a ja pędem wbiegłam do środka. Zatrzasnęłam za sobą drzwi upewniając się czy ciocia na pewno zostaje w aucie. Wbiegłam po schodach na górę omijając co drugi stopień i przy tym potykając się. Wpadłam do mojego pokoju i zaczęłam otwierać wszystkie znajdujące się w nim szafki. Jest! Nareszcie. Znalazłam w ostatniej z półek. W największej. Chwyciłam go i zbiegłam na dół. Wyszłam z domu, zakluczyłam drzwi i wskoczyłam do samochodu.
- Jestem. – wydyszałam i oparłam głowę o miękkie siedzenie. Zapięłam pas i ciocia ruszyła.
- Powiesz co tam masz czy to jakaś tajemnica? – spytała skręcając w jakąś wąską uliczkę.
- A gdzie jedziemy? – spytałam pomijając jej pytanie.
- Do mojej znajomej muszę do niej na chwilę wpaść, zaczekaj tu. – oznajmiła wysiadając z auta.
- Spoko. – odpowiedziałam i wyjrzałam za okno. Wokoło były same luksusowe budynki. Ogólnie dzielnica chyba dla biznesmenów. Zobaczyłam, że z domu do cioci wychodzi mężczyzna w czarnym garniturze i ciemnych okularach na nosie. Holly wyciągnęła ze swojej torebki dużą, grubą kopertę i wręczyła mu ją. Ten wszedł powrotem do domu, a ciocia ruszyła do auta.
- Jestem. – oznajmiła i lekko trzęsącymi się rękoma odłożyła torebkę na tylne siedzenia.
- Fajną masz tą znajomą. – powiedziałam i spojrzałam jak na to zareaguje, ale ona milczała. – Kto to był? – spytałam i chwilę czekałam na odpowiedź. Holly ruszyła nie zwracając uwagi na moje pytanie.
- Kim on był?! – krzyknęłam na cały głos, a ciocia spojrzała na mnie wzrokiem ‘nie twój interes gówniarzu’
- Ktoś. Nie interesuj się. – odpowiedziała i skierowała wzrok na jezdnię.
Resztę drogi pokonałyśmy w milczeniu mimo, że ona była bardzo długa. Połowę trasy przespałam. Holly przystała pod swoim wielkim domem. Wyszłam z auta i przeciągnęłam się rozciągając swoje mięśnie. Wyciągnęłam swoje bagaże i poszłam za ciocią do budynku.
- Gdzie mam to zanieść? – spytałam odstawiając swoją ostatnią walizkę do przedpokoju.
- Chodź za mną. – powiedziała wchodząc na pierwszy schodek. Wzięłam do ręki gitarę i ruszyłam za ciocią. Holly miała ogromny dom jak na pannę. Weszłam do pokoju i otoczyły mnie ciemne kolory. Sypialnia była nowoczesna i przestrzenna. Ciocia zostawiła mnie samą w moim nowym pokoju. Podeszłam do łóżka i położyłam się na nim. Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się chwilą.
Zbiegłam na dół i po kolei zanosiłam je do pokoju. Ustawiłam obok łózka i poszłam do kuchni coś przekąsić. Wsypałam płatki do miski i zalałam zimnym mlekiem.
- Jutro do szkoły na ósmą. – oznajmiła ciocia zalewając sobie herbatę.
- Spoko. – odpowiedziałam ruszając do salonu.
- Zawieźć Cię? – spytała podążając tuż za mną.
- Nie trzeba. Wystarczy że powiesz jak dojść. – włączyłam telewizor i skakałam po kanałach w poszukiwaniu jakiegoś sensownego programu. Dokończyłam swój posiłek i odniosłam naczynia do zmywarki.
- trzeba może iść do sklepy po jakieś zakupy? – spytałam.
- Możesz iść. – odpowiedziała, a j ruszyłam w stronę drzwi. – Masz tu listę. – powiedziała i wręczyła mi karteczkę z listą zakupów.
- Kiedy ..
- Ja miałam iść. – odpowiedziała przerywając pytanie.
- Aa okej. – założyłam buty i wyszłam z domu. Tylko gdzie jest jakiś sklep? Dobra na pewno znajdę. Sklepów tu od groma. Chodziłam uliczkami Londynu aż znalazł jakiś supermarket. Weszłam do środka i zaczęłam robić zakupy. Podeszłam do stoiska z owocami i warzywami. Nagle wpadł na mnie jakiś chłopak tym samym wysypując całą zawartość mojego koszyka.
- Cholera! Uważaj trochę jak chodzisz. – syknęłam zbierając wszystko z ziemi.
- Przepraszam cię księżniczko za wyrzucenie wszystkiego z twojego koszyka. – powiedział z euforią. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam jego kolczyki i tatuaże na ciele. Nie zrobił na mnie większego wrażenia. Widywałam chłopaków z większą ilością tatuaży.
- Niall. – przedstawił się wyciągając do mnie rękę.
- Pff. – nie zwracając uwagi na jego wyciągniętą ku mnie dłoń zajęłam się zbieram swoich zakupów.
- Daj mi chociaż dłoń. – powiedział kucając przy mnie.
- Proszę. Emily. – podałam mu dłoń ze sztucznym uśmiechem na twarzy na co jak mu tam? Niall? Zareagował śmiechem i pomógł mi sprzątać resztę rzeczy.
- Dziękuję. – wyplułam z sarkazmem w głosie.
- Proszę. – on odpowiedział mi tym samym. – Dasz mi może swój numer? – spytał, a ja nie zwracając na niego uwagi, wyminęłam go i podeszłam do kolejnego stoiska. Spojrzałam w stronę gdzie stał chłopak, ale jego już tam nie było.
- Mnie szukasz? – usłyszałam jego głos z mojej prawej strony.
- Nie, nie ciebie. A tak w ogóle to po co za mną łazisz? – spytałam i zlustrowałam go wzrokiem.
- Nudzi mi się. – odpowiedział i chwycił mój koszyk. – Mogę?
- Nie. Jeszcze umiem nosić koszyki. Wiesz? – oznajmiłam i stanęłam do niego przodem. – A tak w ogóle to nie mam ochoty z tobą gadać. Cześć. – powiedziałam i poszłam do kasy choć nie zrobiłam jeszcze wszystkich zakupów. Znajdę inny sklep. Zapłaciłam i szybkim krokiem wyszłam z budynku. Poszłam jakąś uliczką i znalazłam kolejny sklep. Zrobiłam resztę zakupów.
- Jestem! – krzyknęłam wchodząc do domu. Postawiłam reklamówki przy wejściu i ściągnęłam buty. Zaniosłam je i postawiłam w kuchni.

- Dziękuję ci. – odpowiedziała, a ja pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic i z myślą o jutrzejszym dniu, odpłynęłam do krainy Morfeusza. 
---------------------------------------------------------------
No to jest drugi :D
Na początku chciałam Wam podziękować za komentarze i wyświetlenia. <333
I jak podoba się? 
Trzeci rozdział pojawi się już jutroo ;)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!

sobota, 20 lipca 2013

Dziękuję :**

Dziękuję Wam bardzo bardzo z całego serca za ponad 900 wyświetleń<333 Nie wiecie jak bardzo mnie to cieszy :*
Liczba komentarzy też mnie cieszy, a ucieszyłabym się bardziej gdyby było ich trochę więcej :** 
Ale dziękuję chociaż za tyle <3
Jeżeli pod tym postem będzie min 10 komentarzy o treści "next, dalej itp." Dodaję kolejne dewa rozdziały <333 

czwartek, 18 lipca 2013

Chapter I

Włożyłam ostatnią rzecz do swojej walizki i płynnym ruchem zasunęłam ją. Wzięłam ją do ręki i odłożyłam na duże łóżko stojące w moim przestrzennym pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i westchnęłam. Mój dom. Mój pokój w którym się wychowywałam od dziecka. Po skończeniu osiemnastu lat spróbuję ten dom jakoś sprzedać albo zostawię go w razie mojego nagłego powrotu do Bradford. Jeszcze raz się rozejrzałam, a wokół mnie była pustka. Ten pokój odzwierciedlał moje serce. Pustka. Wzięłam do ręki walizkę i zniosłam ją na dół do przedpokoju. Postawiłam obok swojej gitary i reszty bagaży. Założyłam szary sweterek i obejrzałam się. Powoli ruszyłam w stronę salonu. Przejechałam palcem po skórzanej brązowej kanapie, po stoliku. Ruszyłam do kuchni. Podeszłam do szafek stojących na środku pomieszczenia. Usiadłam na blacie i wspominałam czasy spędzone z moją mamą. Zawsze gdy miałam złe chwile przychodziłam tu i siadałam na blacie. Mama wtedy wiedziała że coś się stało i przychodziła do mnie. Rozmawiałyśmy. Szczerze. Była moją najlepszą przyjaciółką. Kochałam ja jak siostrę, której nie mam. Zawsze polegałam tylko na niej.
Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Kiedyś gdy rodzice spytali mnie czy będę za nimi płakać, najpierw spytałam ich czy chcieliby żebym za nimi płakała. Wtedy oni odpowiedzieli, że woleliby żeby nie. Obiecałam.
Wytarłam oczy i usłyszałam dzwonek do drzwi. Ciocia. Zeskoczyłam z blatu i pobiegłam otworzyć drewnianą powłokę.
- Kochanie nie płacz. – gdy mnie zobaczyła od razu zamknęła mnie w uścisku. Wybuchłam jeszcze głośniejszym szlochem. Moczyłam jej koszulkę więc odsunęłam się i uśmiechnęłam.
- Płacze i uśmiecha się przez łzy. – powiedziała ciocia i chwyciła moją walizkę. Wzięłam do ręki dwie kolejne i gitarę.
Zamknęłam bagażnik i usiadłam na miejscu pasażera. Czekałam na ciocię która poszła pozamykać wszystkie drzwi w domu. Czekałam na nią ze łzami w oczach. Wzięłam do ręki róg swojej koszuli. Spojrzałam w stronę budynku i przeczesałam włosy palcami. Ułożyłam koszulę na spodniach i podciągnęłam nogi oplatając je rękami. Oparłam głowę na kolanach i zaczęłam myśleć o tym jak to będzie w Londynie. Czy będę miała nowych przyjaciół czy może będę musiała uporać się z tym wszystkim sama. Chociaż wątpię, że będę rozmawiać z jakimiś ludźmi w tamtej szkole. Po śmierci rodziców nie odzywałam się nawet do swoich teraźniejszych przyjaciół. Wczoraj się z nimi pożegnałam spędzając z nimi cały dzień. Będę za nimi tęskniła. Może ciocia pozwoli mi zaprosić ich do siebie na weekend. Oni zastępują mi rodzeństwo.
Gdyby mama zaszła drugi raz w ciążę mogłaby nie przeżyć i wolała nie ryzykować.
Z zamyśleń wyrwała mnie ciocia wchodząca do auta.
- No to ruszamy? – spytała wkładając kluczyk do stacyjki.
- Ruszamy. – wyszeptałam prawie nie słyszalnie i ciocia zapaliła swoje czarne auto. Wyglądałam przez okno i zauważyłam że wyjeżdżamy z miasta. Wtedy mi się coś przypomniało.
- Ciociu przystań! – krzyknęłam odpinając swój pas.
- Po co? – spytała nie myśląc nawet o zatrzymaniu się.

- Przystań proszę cię! Muszę wrócić do domu! – krzyknęłam gdy ciocia zjechała na pobocze odpięłam swój pas i otworzyłam drzwi. – Zaraz wracam. – oznajmiłam i ruszyłam w stronę domu.  

---------------------------------------------------
No i jest rozdział pierwszy!! Myślę że Wam się podoba. Narazie taki krótki, ale następne będą już dłuższe.
OBIECUJĘ.
Jak myślicie po co Emily musiała wrócić do domu? 
Na kolejny rozdział musicie trochę poczekać ;** 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!
Jeśli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach wpisuj się w komentarzu w zakładce 'INFORMOWANI'. :)

środa, 17 lipca 2013

Prolog

Życie pisze różne scenariusze. Ja dostałam chyba najgorszy z najgorszych. Trzy tygodnie temu zmarli moi rodzice w wypadku samochodowym. Tata na miejscu, a mamę zabrali do szpitala w bardzo ciężkim stanie, która zmarła po kilku godzinach. Tamten dzień zapamiętam na długo.
Rodzice mieli wyjechać do pracy na późniejszą godzinę. Chciałam wyjść z przyjaciółkami na miasto na zakupy. Wtedy poprosiłam rodziców o trochę kasy, bo swoje kieszonkowe już wydałam. Nie chcieli mi dać tych cholernych pieniędzy i wtedy im wszystko wykrzyczałam. Że są najgorszymi rodzicami na świecie i że gdy tylko skończę osiemnaście lat wyprowadzę się od nich i już nigdy więcej mnie zobaczą.
A to ja nie zobaczyłam już więcej ich i to wcześniej. Teraz obwiniam siebie za to, że to moja wina że oni mieli ten wypadek, którego nie przeżyli. To moja wina. Nie powiedziałam im nawet jak bardzo ich kocham. Tęsknię za nimi. Bardzo. Przecież ich nie zobaczę już nigdy. Nigdy więcej się nie przytulę do swojej mamy. Nigdy więcej nie zapytam w co mam się ubrać. Nigdy więcej nie wypłaczę się w jej ramię. Nigdy więcej się z nią nie przywitam po powrocie ze szkoły. Nigdy więcej nie zjem jej obiadu. Nigdy. Nikt nie wie jak to jest stracić oboje rodziców i to w jeden dzień. W kilka godzin. W sekundę. Nikt.
Od tamtej pory nie rozmawiam z nikim. Zamknęłam się w sobie i cały dzień spędzam na siedzeniu w pokoju i graniu na gitarze.

Jutro wyjeżdżam do cioci do Londynu. Tam z nią zamieszkam do póki nie znajdę sobie czegoś. Mieszkania, pracy. Pójdę do tamtejszej szkoły i może wszystko się ułoży. Ale nigdy nie będzie tak samo jak wcześniej. Nigdy.

-----------------------------------------------------------------------
No i mamy PROLOG. I jak podoba się? 
Piszcie co i jak mam zmienić. 
A pierwszy rozdział pojawi się jeszcze w tym tygodniu. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!