wtorek, 27 sierpnia 2013

Chapter 13

Po moim policzku mimowolnie spłynęła pojedyncza łza. Cały czas wpatrywałam się w martwy punkt daleko przede mną. W głowie miałam milion różnych scenariuszy. Wszystko kłębiło mi się w tej małej główce. Ja tu siedzę z Niall’em i oglądam, świetnie się przy tym bawiąc, a gdzieś na obrzeżach Londynu jest MÓJ Harry z jakimiś facetami, którzy chcą coś z nim zrobić.
- Halo. – powiedział blondyn machając mi ręką przed oczami. Zamknęłam powieki tylko po to żeby zaraz móc je otworzyć i wrócić do sytuacji sprzed dwudziestu minut, gdzie siedzę z Niall’em przed telewizorem, a Harry jest gdzieś na mieście, ale bezpieczny.
- Coś się stało? – spytał zaniepokojony chłopak.
- Nie … Wsz… wszystko jest dobrze. – wyszeptałam dalej wpatrując się w jakiś punkt. Cholera. Powinnam teraz tam iść i mu pomóc. Ale jak? Normalnie. Chciałam zejść z kanapy ale nie mogłam. Może to przez te emocje. Spojrzałam w stronę Niall’a i zobaczyłam jak sięga po mojego iPhon’a. Szybkim ruchem go wyprzedziłam. Wyrwałam go z jego dużej dłoni i w kawałkach wsadziłam do kieszonki. Sztucznie się do niego uśmiechnęłam i nawet nie zauważyłam że stoi przede mną.
- Wszystko okej? – spytał po raz drugi, trzeci. Niewiem.
- Emm … tak. Wszystko jak najlepiej. Jest wspaniale, a ja już muszę iść. – wypuściłam z siebie potok słów z szerokim, sztucznym uśmiechem na twarzy i na odchodne puściłam do niego oczko, a potem zatopiłam się w zimnych ramionach oddechu nieba. Zaciągnęłam się powietrzem i gdy szybkim krokiem chciałam ruszyć w stronę starego budynku o którym napisał mi nieznajomy, poczułam ciepłą dłoń na nadgarstku. Ponownie wciągnęłam najwięcej powietrza ile tylko zdołałam zmieścić i odwróciłam się do niego twarzą.
- Puść mnie. – syknęłam i próbowałam się wyrwać.
- Nie jest wszystko dobrze. Widzę. – rzekł, a ja głupia spojrzałam prosto w jego niebieskie oczy przepełnione bólem, żalem, współczuciem, miłością. Czekaj, czekaj. MIŁOŚCIĄ? Szybko odkręciłam głowę w stronę wysokich rozłożystych drzew, które otaczały dom chłopaków i prychnęłam z wyczuwalną ironią w głosie.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Przynajmniej ze mną. Źle to może zaraz być, ale z Tobą. – syknęłam i wyrwałam dłoń z jego uścisku, i biegiem ruszyłam na drugą stronę ulicy.
Moje serce biło tak mocno, że miałam wrażenie, że obudzi zaraz całe miasto. Przemierzałam opustoszałe uliczki Londynu, a wokół otaczała mnie ciemność. Przystanęłam i wyciągnęłam swojego białego iPhon’a. Trzęsącymi się rękoma włożyłam baterię i go włączyłam. Spojrzałam na niego i dopiero teraz zobaczyłam, że ma pęknięty ekran. Nagle coś zaczęło migać. Uniosłam głowę, a nade mną była chyba zepsuta latarnia. Schowałam z powrotem phona do kieszeni i choć cała się trzęsłam to pewnym krokiem ruszyłam na przód. Zaczęłam się rozglądać za małym parkiem. Przeszłam już dobre trzy kilometry. Oby nie więcej. W oddali ujrzałam kilka drzewek, jakieś rośliny, krzaki i trzy małe ławeczki, a po środku tego prowadziła ścieżka. To musi być to. Moje serce zaczęło bić mocniej i szybciej. Nogi się pode mną ugięły w kolanach. Lekko zawirowało mi w głowie na myśl o tym całym zdarzeniu. Ręce trzęsły mi się coraz bardziej. Nie mogłam opanować swoich emocji. Teraz trzęsłam się już cała. Żołądek podszedł mi dosłownie do samego gardła. Przełknęłam ogromną gulę i szybszym, pewniejszym krokiem ruszyłam w głąb parku. Przystanęłam na samym jego środku i zaczęłam się rozglądać za jakimś murem. Gdy wiatr lekko zawiał, za kilkoma drzewami ujrzałam coś przypominające czerwone, rozwalone już cegły. Podeszłam bliżej upewniając się, że to na pewno jest mur. To był murek. Szłam wzdłuż niego w poszukiwaniu jakiegoś przejścia. Gdy już go znalazłam, zastanawiałam się czy na pewno mam tam wejść. Może to jakaś zasadzka? Ale tak na zdrowy rozum. Po co komu potrzebna taka zwykła, szara myszka jak ja? No właśnie. Weszłam za niego i moim oczom ukazał się stary rozwalony budynek. Miał kawałek dachu, a zamiast okien poprzybijane kawałki jakiś desek. Domyślając się w miejscu drzwi był duży otwór, jakby ktoś wywarzył je tylko trochę z kawałkiem ściany. Chata była zrobiona w połowie z drewna, a druga połowa z cegieł. Podeszłam krok bliżej i zobaczyłam, że jest taki otworek przez który w razie czego mogłabym uciec. Zaciągnęłam się zatrutym tamtym miejscem powietrzem i postawiłam niepewny krok w przód, potem drugi, trzeci, a dalej już poszło wszystko łatwo.
- Halo. Jest tu ktoś?! – krzyknęłam zachrypniętym i łamiącym się głosem. Czuć było starym, spróchniałym drewnem i nadmiarem alkoholu. Wszystko było podpierane przez jakieś bele. Weszłam na środek i zaczęłam się rozglądać. Zobaczyłam przejście do drugiego pomieszczenia. Rozejrzałam się czy nikogo tu nie ma i poszłam na przód. Odchrząknęłam i znowu zapytam czy jest tam ktoś. Odpowiedziała mi jedynie cisza. Ponownie wciągnęłam powietrze, ale nie dano mi go wypuścić. Poczułam silny ból na nadgarstkach i na twarzy. Otworzyłam oczy, a nade mną stało dwóch mocno zbudowanych kolesi. Z bicepsami i całą resztą mięśni po rocznym ćwiczeniu na siłowni. Zlustrowałam ich wzrokiem i poczułam, że musi być tu jeszcze trzeci facet, który trzyma mnie za nadgarstki i zakrywa dłonią usta. Zaczęłam się rzucać i szarpać. Na nic. Ból z każdą sekundą stawał się jeszcze gorszy.
- Puść ją. Bo się udusi. – zakpił jeden z mężczyzn stojących nade mną i obaj parsknęli śmiechem. Miałam ochotę wstać, nakopać jednemu, drugiemu i trzeciemu do dupy tak, że by się nie podnieśli.
Wypuściłam powietrze z płuc i spojrzałam na nich wzrokiem, jakbym miała ich zaraz zabić.
- Ohoho. Myślę, że to my tu zabijamy, maleńka. Więc nie patrz tak na mnie. – oznajmił cały czas przy mnie kucając. Pogłaskał mnie po policzku. Co on powiedział? ‘My tu zabijamy’. No to brawo panno Dickinson. Owacje na stojąco się należą. Spojrzałam na drugiego kolesia który był w zasięgu wzroku i zlustrowałam go wzrokiem. Wyglądał na wrednego. Bo wiesz, ci ludzie są wredni. Stał z jedną ręką w kieszeni, a drugą to przysuwał i pociągał papierosa do twarzy, to nie. Był tak samo napakowany jak ten gościu obok mnie. Może nawet bardziej.
- Ohh Will, ale na nią działasz. – rzekł ten facet który pogłaskał mnie wcześniej po policzku.
- Oo no widzisz. Urok osobisty. – odpowiedział cwaniacko ‘will’ czy jak mu tam.
- Nawet się nie przedstawiliśmy. Jestem James, to Will, a ten co Cię trzyma to Robbie. – oznajmił, a ja obejrzałam się na kolesia który ściska mnie tak mocno, że zaraz chyba dostanie.
- Dla przyjaciół Toby. – puścił mi oczko, a ja myślałam, ze się zaraz tam zrzygam mu prosto w rękę. To byłby ubaw. Uśmiechnęłam się na tę myśl, a ten cały Toby ścisnął mnie za twarz jeszcze mocniej. Nagle zaczął się podnosić do pozycji pionowej. Pociągnął mnie mocno za ramiona do góry i zaczął się śmiać prosto w twarz. Gdybym nie miała zatkanych ust plunęłabym na niego tym wszystkim co bym tylko znalazła w całym swoim organizmie. Spojrzałam na niego złowrogo, a te pociągnął mnie za sobą jakbym była jakimś psem. Rzucił mnie dosłownie na krzesło, a zaraz potem przyszedł ten cały Will i zaczął mnie do niego przywiązywać, wcześniej wsadzając mi do buzi jakąś szmatę czymś nasiąkniętą. Śmierdziała jakby zbierał nią wszystko co leżało mu na drodze. Zaczynając od alkoholu kończąc na zwierzęcych odchodach. Myślałam, ze zaraz zwymiotuję. Kolesie stanęli w rządku przede mną z szyderczymi uśmieszkami na tych swoich mordach. Miałam ochotę wstać i pozbyć ich, ich własnych przyrodzeń. O tak, to byłoby dobre i wspaniałe rozwiązanie.
- Will, pilnuj ją, my zaraz przyjdziemy. – oznajmił James i odszedł razem z Toby’m gdzieś za ścianę. Spojrzałam z obrzydzeniem, na tego całego obleśnego Will’a i patrzyłam na jego nawet najmniejszy ruch. Domyślałam się, że jego pełne imię brzmi William. Wziął jedno z krzeseł stojących pod zabitym dechami okien, chyba najlepiej wyglądające, bo tylko bez jednej nogi. Niektóre były tylko z jedną nogą, inne bez oparcia, bez tej części do siedzenia, inne to w ogóle bez nóg. Spojrzałam na mojei wyglądało całkiem przyzwoicie. Miało trzy nogi, oparcie, część do siedzenia, na której się wygodnie siedziało. W sumie to narzekać nie można. Idiotka, siedzi w czymś, nawet nie wiadomo jak to nazwać, przywiązana do jakiegoś krzesła z trzema ohydnymi kolesiami, a ona, że jest całkiem przyzwoite krzesełko. Zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu, jeśli można tak to nazwać i patrzyłam co się w nim znajduje. No na pierwszym planie znajdował się Will, na drugiej te wszystkie zepsute krzesła. Oczywiście nie uszły okna, bez okien, poobdrapywane ściany. Moim uwadze nie uszła jakaś tablica widząca na ścianie na prość mnie. Bardziej jej się przyjrzałam. Zauważyłam tam jakieś zdjęcia, jedno tylko było bardzo wyraźne i dziewczyna na nim kogoś mi przypominała. Tylko pytanie: kogo?
- No maleńka próbowałaś kiedyś narkotyków? – pokręciłam przecząco głową i spojrzałam na przedmiot który trzymał w dłoni. Strzykawka. Cała zaczęłam się pocić i trząść ze strachu Z gardła wydobył się cichy jęk przerażenia i gdy Toby zaczął do mnie podchodzić żołądek znowu podszedł mi do gardła. Wyciągnął moją rękę z zawiązanej liny i powoli podwiną rękaw tak wysoko jak się tylko dało. Z mojego gardła coraz częściej wychodziły coraz głośniejsze jęki. Zaczęłam szarpać ręką, którą Robbie trzymał w swojej dłoni, a drugą próbowałam jakoś wyciągnąć z liny. Na nic to się nie zdało, ale szarpałam dalej, zaczęłam ‘krzyczeć’ gardłem, szarpać nogami i próbowałam wypluć tą starą szmatę. Nic. W pewnym momencie isę poddałam. Nie miałam sił na dalsze stawianie oporu. Wiedziałam, że to i tak nic nie da. Harry. Wtedy gdy go potrzebowałam wtedy go nie było.
Spojrzałam na kolesia który brał od James’a napełnioną strzykawkę. Spojrzał na mnie i wszyscy troje wybuchnęli głośnym złowieszczym śmiechem. Moje serce pękło na milion kawałeczków, których nie dało się już potem pozbierać. Pękłam cała. Robbie przybliżył strzykawkę do skóry o powoli ją w nią wkładał. Wiedział, że to boli i dlatego robił to tak wolno jak tylko się dało. Ale dlaczego? Dlaczego akurat ja? Z moim oczu momentalnie lały się hektolitry łez. Nie mogłam ich powstrzymać nie umiałam. Nie chciałam. Poczułam jak substancja rozchodzi się po moim organizmie. W jednej chwili wszystkie problemy zniknęły. Wszystko. Nie miałam już żadnych problemów. Nic. Czułam się taka lekka, wolna. Miałam ochotę na wszystko, lecz to nie trwało długo.
Zaczęło mi się kręcić w głowie. Wszystko zaczęło mnie boleć. Nie dałam rady nawet podnieść powiek. Kompletnie nic. Nagle usłyszałam wielki huk.
- Zostaw ją! – usłyszałam męski głos, a później już tylko jakieś hałasy, który były tylko i wyłącznie wytworem mojej wyobraźni i nicość. Ciemność, to było potem.
---------------------------------------------
Ta daaaaaaaaaaaaam <3
No to teraz trochę się rozkręciło i przechodzimy do sedna sprawy.  :D
Dobra to teraz DEDYKACJA :
Dla Pauliny <3 Wiem że to ty dodałaś te dwa komentarze. Trzy przepraszaam :* )
i Dla anonimka, który podpisał się /Sara <3
Pozdrowionka lecą :* <333

MAM DO WAS TAKĄ PROŚBĘ. W KOMENTARZACH WYRAŻAJACIE SWOJE OPINIE. A NIE TYLKO 'DAWAJ NEXTA, SZYBKO KOLEJNY...' ITP; ITD. 
TO MNIE NIE CIESZY ;)
A GDY SIĘ CZYTA TAKIE OPINIE O BLOGU, OPOWIADANIU TO AŻ MA SIĘ CHĘĆ NA NAPISANIE KOLEJNEGO ROZDZIAŁU JUŻ ZARAZ <3
OPINIUJCIE MOJE OPOWIADANIE. PROOOOOOSZĘ :* :* :* :*

niedziela, 25 sierpnia 2013

Chapter 12

*Emily’s pov
Przetarłam oczy i uniosłam swoją górną część tułowia, którą oparłam na łokciach. Spojrzałam w stronę okna i szybko opadłam z powrotem na miękką poduszkę, a chwilę potem usłyszałam budzik. Pisnęłam i przykryłam głowę poduszką. Gdyby budzik był budzikiem, a nie telefonem rzuciłabym go o ścianę. Wzięłam swojego iPhon’a do ręki i po omacku go wyłączyłam.
- Ehh… - jęknęłam i powolnym ruchem wstałam z miękkiego, wygodnego łóżka. Swoje kroki skierowałam do drzwiczek garderoby.
- Siema lamusko. – rzekłam przed lustrem widząc swoją zaspaną osobę z podkrążonymi i opuchniętymi oczami. Tradycyjnie bez pośpiechu otworzyłam je i zastanawiałam się co na siebie włożyć. Postawiłam na dużą, lekko szarą bluzę z napisem ‘BITCH PLEASE’, ciemne rurki i krótkie trampki pod kolor bluzy. Chwyciłam do ręki ubrania i ruszyłam do łazienki. Po drodze rzuciłam okiem na godzinę i ospale ruszyłam w stronę łazienki, pod prysznic.
***
- Elo kochanieńka. – rzekłam podchodząc do Nell i całując ją w policzek.
- Hej. Jak tam wczoraj z Niall’em było? Myślałam, że wolisz Harry’ego a tu proszę dziewczyna Horan’a. – powiedziała i na koniec klasnęła w dłonie, a na twarzy gościł szeroki, szczery uśmiech. Na jej reakcję wewnętrzną stroną dłoni pacnęłam się w czoło i zaczęłam się głośno śmiać.
- Doprawdy? A kiedy nas widziałaś? – spytałam gdy już odpędziłam od siebie śmiech.
- Oj. Wczoraj, jak cię niósł, bo spałaś. – oznajmiła, a ja zauważyłam, że tłumiła w sobie śmiech.
- Śmieszy pannę coś? – spytałam i chyba musiałam wyglądać przekomicznie bo dziewczyna wybuchnęłam głośnym śmiechem i weszła do klasy. Poczułam wibracje w lewej kieszonce. Wyciągnęłam białego iPhon’a i przesuwając palcem po ekranie, odblokowałam go.

Odpisałam i weszłam do klasy na lekcję angielskiego.

- Siadamy i na ławce zostawiamy tylko długopis. – oznajmiła wszystkim blond włosa, wysoka nauczycielka, a po jej słowach wszyscy zaczęli jęczeć.
- Bo? – spytałam i zaczęłam się bawić długopisem trzymanym w ręku.
- Bo jest test. Jak się słucha to się wie. I myślę, że lekturę też czytałaś. – oznajmiła i zaczęła rozdawać kartki z testem. Cholera. Zapomniałam. Puściłam długopis, a nauczycielka stojąca obok mnie lekko drgnęła.
- Niech pani się nie boi. Nie zabijam. – rzekłam i puściłam blond włosej starszej kobiecie oczko, i zajęłam się ‘wypełnianiem’ testu, choć na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi.
***
Zabrzmiał dzwonek kończący ostatnią lekcję. Zawiesiłam torbę na ramię i zaczęłam rozglądać się za Harry’m. Tak wiem, że minęło pół dnia, bla bla bla. Dobra nie ma go. W dupie z nim. Ruszyłam do swojej szafki o tworzyłam ją. Wyciągnęłam z torby kilka niepotrzebnych mi książek i wsadziłam je. Zamknęłam drzwiczki, zasunęłam torbę i odwróciłam się na pięcie, ale od razu zostałam przyparta do szafek. Poczułam coś na ustach. Ehh, głupia. To są wargi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam… że kogo?! … Harry’ego. Umysł kazał mi go od siebie odepchnąć, walnąć, cokolwiek, aby tylko to zakończyć. A serce? Serce jak serce, zawsze wybiera te głupie i nie rozsądne rozwiązania. Mój rozum i serce toczyły zawziętą walkę, która powoli i nie widzialnie niszczyła mnie od środka. W tamtej chwili po prostu zamknęłam oczy i rozkoszowałam się namiętnym pocałunkiem Harry’ego, który po chwili odwzajemniłam. Muszę to przerwać. Lekko położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, które chwilę tam spoczywały, a później odepchnęłam go od siebie.
- Harry … co to było? – spytałam, a chłopak stał przede mną z przerażoną miną. Co mu jest> O co chodzi? Młody milczał więc postanowiłam ponowić pytanie.
- Harry, proszę wytłumacz mi po co to było?
- Emily … - zaczął i zrobił dłuższą przerwę. Pogoniłam go gestem ręki, a ten zaczął mi wszystko mi tłumaczyć.

*Harry’s pov
- Emily. Ja Cię kocham. Tak mocno Cię kocham i nie pozwolę aby ktokolwiek w jakikolwiek sposób Cię zranił. Rozumiesz? Chcę żebyś była szczęśliwa. Ale ja nie mogę tego zrobić. Ja nie mogę cię za…. – no brawo Harry, mało co jej nie powiedziałeś. Palant.  W odpowiednim momencie ugryzłem się w język, ale szybko musiałem zastąpić tamto słowo jakimś odpowiednim
- Nie mogę cię kochać. – ja jebie. Dupek. Spuściłem wzrok i wpatrzyłem się w swoje czarne buty z wysokim stanem.
- Co? Nie rozumiem Cię. Mówisz kocham cię, a potem ale ja nie mogę tego zrobić, nie mogę cię kochać. Harry o co w tym wszystkim chodzi? – dziewczyna patrzyła na mnie tymi swoimi oczyma. Miałem ochotę jej powiedzieć, ale nie mogłem. Najzwyczajniej w świecie nie mogłem.
- O nic tu nie chodzi, Emily. Ostatnio mam tego wszystkiego za dużo na głowie. – rzekłem, spojrzałem jej prosto w oczy i wziąłem kilka głębokich wdechów.
- Emily… chcę żebyś wiedziała, że Cię bardzo kocham i uszanuję każdą twoją decyzję. Czy … - zaciąłem się i uśmiechnąłem się nieznacznie. – Emily, czy zostaniesz moją dziewczyną? – spytałem patrząc jej prosto w oczy.  Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i wbiła się w moje całując z coraz większą namiętnością.
- Tak. – szepnęła mi prosto w usta i znowu zaczęła całować. Taka Emily to mi się podoba.

*Emily’s pov
Nie wierzę, że to powiedziałaś. I po co się zgodziłaś? Zastanawiałam się dlaczego w ogóle powiedziałam tak. Nagle wargi Harry’ego oderwały się od moich ust. Podniosłam lekko do góry jedną, a chwilę później drugą powiekę i ujrzałam zwykłego loczka z zadziornym uśmieszkiem na swojej twarzy.
- Na lekcje panno Dickinson. – szepnął mi do ucha, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Spojrzałam w jego stronę ale ten był już na drugim końcu korytarza. Rozejrzałam się, a ludzie stojący dookoła mnie patrzyli na moją sylwetkę z wytrzeszczonymi oczyma. Nieznacznie uśmiechnęłam się pod nosem, przygryzłam wargę i truchtem ruszyłam do klasy.
***
Reszta lekcji minęła mi szybciutko. Wyszłam z placu budynku szkoły i oparłam się o bramę. Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się świeżym, londyńskim powietrzem. Poczułam jak ktoś szarpie bramą, więc w szybkim tempie odwróciłam się w tył, a chwilę potem dostałam wielką, żelazną bramą prosto w nos.
- Kurwa. – przeklęłam pod nosem i złapałam się za bolącą część twarzy.
- Nic ci nie jest? – poczułam jak ktoś łapie mnie od tyłu, a chwilę potem kuca obok.
- Chyba nie. – rzekłam patrząc na rękę która trzymałam się za nos w celu sprawdzenia czy nie leci mi przypadkiem krew. Spojrzałam na tego ktosia, który przywalił mi bramą. Tym kłosiem okazał się James, kolega z angielskiego.
- Bardzo. Krew ci leci ciurkiem z nosa, a ty mówisz, że nic. Kurde. Przepraszam za to, nie wiedziałam, że się odwrócisz. – oznajmił i złapał za rękę pomagając mi wstać.
- Nic. Mi. Nie. Jest. – odpowiedziałam i ruszyłam do swojego domu.


- Ciocia? – krzyknęłam otwierając frontowe drzwi. Odpowiedziała mi cisza. No czego ja się mogłam spodziewać. Zostawiłam torbę w przedpokoju i swoje kroki skierowałam do kuchni. Wyciągnęłam szklankę i nalałam do niej soku. Duszkiem wypiłam całą jej zawartość i po drodze zabierając ze sobą torbę wbiegłam na górę do swojego pokoju. Kurde. Niall. Muszę się ogarnąć. Wzięłam jakiś biały t-shirt, czarne rurki i trampki pod kolor nadruku na koszulce i ruszyłam pod ciepły prysznic.
***
- No to jaki film? – spytałam blondyna stojąc przy jego komodzie z filmami i lustrując ją od góry do dołu. Tak, tak. Mieliśmy się wybrać do kina, ale nie było ciekawych filmów.
- Ja to by chciał ‘Paranormal Activity.’ – usłyszałam głos chłopaka dochodzący z kuchni.
- Ok. Ale jedynkę? – spytałam szukając tytułu podanego przez Niall’a. Gdy napis ukazał mi się wkońcu wyciągnęłam go i wsadziłam w odtwarzacz. Po chwili przyszedł blondyn z wielką miską popcornu, dwiema szklankami i dużą colą. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy oglądanie horroru. Po nim nie usnę w nocy. Za cholerę. Niall wpadł na pomysł aby obejrzeć wszystkie części po kolei. Ja do domu będę się bała wrócić, ale dobra. Odwagi i do przodu.
Siedziałam z podkulonymi nogami pod samą klatkę piersiową i popijałam chłodną colę ze słomki i co chwila sięgałam po popcorn, ale z telewizora oczu nie spuszczałam. Nagle w kieszeni spodni zaczął wibrować mi telefon, a ja aż pisnęłam z przerażenia. Niall zaczął się śmiać, a ja mu zawtórowałam. Gdy blondyn włączył pauzę i poszedł skorzystać z toalety, ja powolnym ruchem wyciągnęłam iPhon’a. Przesunęłam ręką po ekranie i zaczęłam czytać wiadomość. Gdy skończyłam zesztywniałam, a telefon opadł z podłogę przy tym się roztrzaskując.

---------------------------------------------------
 JESTEM !!!!
Nie wiem czy w ogóle jest sens pisania dalej gdyż ponieważ pod poprzednią notką był tylko jeden komentarz. ;cc
I strasznie mi z tego powodu jest smutno :C
Tak. Smutno. 
Kolejny dodam gdy tu będzie PIĘĆ KOMENTARZY !!
Nie żartuję. Jeżeli nie będzie = nie dodaję. nie kontynuuję. nie piszę. 
Proste? Proste, 

sobota, 17 sierpnia 2013

Chapter 11

*Emily’s pov
Cholera, chyba nie mam kluczy. Są. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Zostawiłam torbę w przedpokoju i ruszyłam do kuchni w celu zrobienia sobie czegoś co mogłabym zjeść. Jajecznica. Pierwsze co wpadło mi do głowy. Wyciągnęłam patelnię i produkty do tego potrzebne. Wbiłam jajka i dodałam całą resztę. Wyłożyłam wszystko na talerz i ruszyłam do salonu.  Usiadłam na kanapie i włączyłam na jakiś program z muzyką. Leciała akurat piosenka Ed’a Sheeran’a – The a team. Jak ja ją kocham. Pogłośniłam na cały głos i zaczęłam objadać się przygotowaną przez siebie jajecznicą.
Wstawiłam naczynia do zmywarki, chwyciłam torbę i pobiegłam na górę w celu odrobienia lekcji i przespania się, choć troszkę.

*Niall’s pov
No nie. Zapomniałem napisać Emily, że dotarłem do domu. Prosiła. Wiem, że to było trzy dni temu, ale napiszę i ją przeproszę. Chwyciłem iPhon’a i napisałem do brunetki. ‘Hej. Przepraszam, że wtedy nie napisałem, ale dotarłem do domu. Tak wiem że to jakieś dwa, trzy dni temu, ale dopiero sobie przypomniałem. W ramach przeprosin jakiś spacerek? ;) Niall xx’
Dziewczyna odpisała, że się zgadza i żebym wpadł po nią za jakąś godzinkę. Chwyciłem czarne rurki, szary, obcisły t’shirt, bieliznę i ruszyłem do łazienki. Wszedłem pod prysznic i chciałem pozbyć się myśli o Emily. Ta dziewczyna działa na mnie jak odmiana heroiny. Silniejsza. Dziewczyna siedziała u mnie w głowie normalnie dzień i noc. Czy ja się w niej zakochałem? Chyba tak. Chcę ją chronić, tak? Tak. Chcę żeby była szczęśliwa, tak? Tak. Chcę żeby była uśmiechnięta, tak? Tak. To nad czym się tu zastanawiać. Niall definitywnie ja kochasz. Przed spotkaniem z nią z brzuchu mam całe stado małp, motyli i czego tylko dusza zapragnie. Gdy jestem przy niej to tylko z wielkim bananem na ryjcu, serce mało mi nie wyskoczy, a po spotkaniu? Tęsknię zaraz gdy od niej odejdę. Niall ty ją kochasz! A co będzie jak Harry się dowie? Ohh, zamknij się i nie myśl o tym. Może ty jej nie kochasz tylko jesteś od niej uzależniony? Uzależniony to bym mógł być gdybym spędzał z nią cały dzień, a nawet więcej.
Ostatnia kropla spłynęła po moim ciele. Wytarłem się ręcznikiem i włożyłem na siebie przygotowane wcześniej ubrania. Zaczesałem włosy do góry i ruszyłem na dół w celu zjedzenia czegoś.

*Harry’s pov
Szedłem przez Londyn, a w głowie miałem głos John’a i jego zdanie. ‘Masz ją zabić z uśmiechem i zimną krwią. Zrozumiano?’.
- Kurwa! – wrzasnąłem na całe gardło i kopnąłem pierwszy kamyk jaki leżał mi na drodze. Przystanąłem na chwilę i schowałem twarz w dłoniach. Wziąłem trzy głębokie wdechy i przypomniałem sobie, że zostawiłem auto pod biurem John’a. Odwróciłem się i gdy przemierzałem drogę powrotną zorientowałem się, że przeszedłem jakieś dwa kilometry.
***
Wślizgnąłem się do auta i z piskiem opon ruszyłem do swojego mieszkania, do którego dotarłem po zaledwie piętnastu minutach. Wszedłem do środka i zostawiając buty w przedpokoju powolnym krokiem ruszyłem w stronę salonu. Rzuciłem się na kanapie, a w mojej głowie znowu pojawiło się zdanie kolesia i jego śmiech. Jakie te życie jest popierdolone. Nie sorry, życie jest nawet fajne, ale moje jest do dupy. Westchnąłem i pociągnąłem nogi do klatki piersiowej. Oplotłem je ramionami i umiejscowiłem głowę pomiędzy kolanami. Z oczu poleciała mi pojedyncza łza. Szybko ją otarłem i wyprostowałem się do pozycji siedzącej. Oparłem głowę o chłodny, skórzany materiał sofy i przymknąłem oczy.
- Siema. – usłyszałem za sobą męski głos. Odwróciłem się i ujrzałem sylwetkę Niall’a. Ten to ma cierpliwość czy jak to tam zwą.
- No siema. Wychodzisz? – spytałem gdy zauważyłem że ten kieruje się do przedpokoju i zakłada buty.
- Tsaa.. – odpowiedział, a potem usłyszałem tylko trzask zamykanych drzwi. Poszedłem do kuchni i usiadłem na jednej z szafek. Znowu schowałem twarz w dłoniach, a w mojej głowie pojawił się obraz Emily leżącej w kałuży krwi. Potrząsnąłem głową i ze złości walnąłem w jedną ze stojących obok mnie szklanek, która spadła i rozbiła się na milion części.
 Zeskoczyłem z blatu i omijając co drugi stopień wpadłem do pokoju zamykając za sobą drzwi z impetem. Rzuciłem się na łóżko, a głowę przykryłem poduszką. Czułem się jak jedno wielkie gówno. Jak człowiek który chce chronić dziewczynę, a zarazem sam musi ją zabić. Jak skurwysyn. Tak to jest idealne określenie tego jak się czułem. Wziąłem ubrania i poszedłem pod prysznic. Tej nocy wszystko zatopię w litrach wódki.

*Emily’s pov.
Cały dom wypełnił dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i w drzwiach stał blondyn. W sumie to tylko jego się spodziewałam.
- Hejka. – przywitałam się i pocałowaliśmy się w policzek.
- Hej, hej. Co tam? Gdzie idziemy? – spytał z szerokim uśmiechem na swoim ślicznym ryjku.
- Dobrze. Nie wiem. Może park? – spytałam przypinając ostatnią wsuwkę na swoje brązowe włosy.
- Może być. – oznajmił i gdy założyłam buty wyszliśmy w domu z bananami na twarzach.

Przemierzaliśmy krótkie uliczki małego londyńskiego parku. Obszar wypełniał śliczny śpiew  ptaków i lekki ciepły wiaterek. Słońce świeciło mocno, ale co chwila gubiło się między chmurami zostawiając nam do dyspozycji jedynie chłodny ale świeży oddech nieba. Mocno pociągnęłam nosem napawając się ślicznym zapachem drzew i wonią otaczających nas kwiatów. Włożyłam ręce do kieszeni spodni i podniosłam głowę do góry wlepiając wzrok w niebieskie sklepienie za którym chowało się słońce. Szliśmy w ciszy, ale nie krępującej. Tej drugiej odmianie ciszy. Tej lepszej.
- Harry w domu? – zadałam pytanie i przyglądałam się mijanym przez nas wysokim, rozłożystym drzewom.
- Tsaa. – odparł krótko i spuścił wzrok oglądając swoje obuwie.
- Co robi? – po raz kolejny zapytałam go o Harry’ego. Wiem nie powinnam, bo pomyśli, ze się nim nie interesuję, no ale to przez tą drętwotę panującą miedzy nami.
- Siedział na kanapie jak wychodziłem. – rzekł i wlepił wzrok w jedną z ławek.
- Usiądziemy? – spytałam i nieznacznie się do niego uśmiechnęłam.
- Jasne. – oznajmił i oboje ruszyliśmy w stronę siedzenia. Zajęliśmy miejsce na drewnianych szczebelkach i oboje wpatrywaliśmy się w jakiś nieznany punkt daleko przed nami. Odwróciłam się w jego stronę chłopaka i studiowałam każdy milimetr jego nieskazitelnej twarzy. Śliczne oczy z głębokim błękitem w którym mogłabym się topić cały czas. Lekkie rumieńce na policzkach i usta zaciśnięte w jedną linię. Jasne włosy zaczesane do góry z prześwitami brązu. Mmmmm…
Miał na sobie szarą, obcisłą koszulkę, która idealnie podkreślała jego mięśnie brzucha. Ileś ty człowieku ćwiczył? Chłopak uśmiechnął się lekko, a ja modliłam si w duchu, abym tylko tego nie powiedziała głośno. Ale znając mnie i mojego pecha zapewne tak się zdarzyło.

- Raz na tydzień jakieś dwie godziny. – rzekł i spojrzał wprost na mnie i w tym momencie zatopiłam się w jego głębokich tęczówkach. Pomocy! Niech mnie ktoś stąd wyciągnie!  Miałam ochotę trzepnąć się po tej małej główce. Wtedy ocuciłam się i oderwałam wzrok od jego oczu. Zareagował na to uśmiechem i znowu zapatrzył się gdzieś przed nim. I znowu zapanowała pauza pomiędzy nami. Spojrzałam na niego i położyłam głowę na jego ramieniu, a ten oplótł mnie nim i pocałował w głowę. Przymknęłam oczy i rozpływałam się pod lekkim naciskiem jego ramienia.
***
Poczułam jak wznoszę się lekko do góry. Poniosłam powieki i wiedziałam że to Niall. Poczułam po jego ostrych perfumach zmieszanych z zapachem dymu tytoniowego. Zaciągnęłam się wonią jego osoby i jak to mówią ‘walnęłam w kimono’.

*Niall’s pov
Położyłem brunetkę na łóżku i wziąłem do ręki kosmyk jej ciemnych włosów. Pobawiłem się nim między palcami i chwilę potem włożyłem jej go za ucho. Cmoknąłem ją w czoło i przykryłem kocem, który leżał na łóżku. Wyślizgnąłem się na korytarz i bezdźwięcznie zamknąłem za sobą drzwi. Zbiegłem na dół i ujrzałem tam sylwetkę ciotki Emily.
- Dobry wieczór. – przywitałem się i podałem jej dłoń. – Niall.
- Dobry wieczór. Holly. – rzekła z uśmiechem na twarzy.
- Emily śpi? – spytała po chwili i przyjrzała mi się dokładniej.
- Tak. Przyniosłem ją do domu i położyłem na łóżku. – oznajmiłem i nieznacznie się do niej uśmiechnąłem.
- Jak to przyniosłeś? – zadała pytanie trochę zbita z tropu.
- Bo byliśmy na spacerze w parku i jak siedzieliśmy to troszkę jej się przysnęło. – odpowiedziałem, a Holly zaczęła się śmiać.
- Wiesz… Ty jesteś chyba inny niż ten cały Harry. Co prawda uratował mnie przed tymi mężczyznami w sposób nie za łagodny odbie… nieważne. – kobieta spuściła głowę, a ja zacząłem się zastanawiać co Harry mógł zrobić tamtego wieczoru. Nie spytam go o to bo na pewno mi nie odpowie, znając go, a Holly pytać też nie wypada. Kobieta wyrwała mnie z zamyśleń swoim cichym głosem.
- No nic. To dobranoc. – oznajmiła i lekko się do mnie uśmiechnęła. Zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Czy mogę jakoś pomóc? – spytałem lekko zakłopotany zaistniałą sytuacją.
- Najlepszą pomocą będzie jak stąd wyjdziesz. – rzekła i otworzyła przede mną frontowe drzwi.
- Dobrze. To dobranoc. – wyszedłem na powietrze i pokierowałem się wprost do mieszkania. 
----------------------------------------------
Ta daaaaaaaaam :D
No to rozdział nie wiem czy długi czy krótki.
Czy przypadnie Wam do gustu czy nie. Ale macie 3mcie go :)
Za wszelkie błędy PRZEPRASZAM. :*

Zdradzę Wam tyle że już w następnym rozdziale będą wątki dotyczące zlecenia jakie dostał Harry. Powieje grozą od następnego chapteru. :D 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!

środa, 14 sierpnia 2013

Chapter 10

Obudziłam się i do ręki wzięłam swojego białego iPhon’a. 10:30. Dziś sobota więc pośpię sobie dłużej. Przekręciłam się na drugi bok i aż podskoczyłam na łóżku. Obok mnie leżał Niall. Czy my…? Czekaj, czekaj. Spojrzałam na jego twarz i aż odetchnęłam z ulgą. Nie my nic nie. Prychnęłam i odwróciłam się do niego plecami. Zamknęłam oczy i poczułam jak materac ugina się pode mną. Blondyn daje o sobie znać.
- Kurwa nawet w dzień wolny nie można sobie pospać dłużej. – syknęłam i gdy ściągając z siebie koc całą siłą, ten wylądował na drugim końcu pokoju. Spojrzałam na farbowanego i uśmiechnęłam się pod nosem. Jemu nic nie przeszkodzi w oglądaniu tych jednorożców. Podeszłam do okna i rozsunęłam rolety. Każdy milimetr sześcienny pomieszczenia wypełniły promienie londyńskiego rannego słońca. Rozciągnęłam swoje mięśnie i podeszłam do garderoby. Ojej Emily mogłabyś się trochę ogarnąć i nie straszyć ludzi. Pomyślałam widząc swoje odbicie w lustrze. Wyciągnęłam z niej jasne, kremowe rurki, czarny t-shirt z napisem 'OH SHIT It'S MONADY’ i do tego białe
convers’y. Zeszłam na dół i gdy upewniłam się, że Holly jest już w pracy, zabrałam się za robienie śniadanie dla mnie i blondyna. Zrobiłam kilka kanapek z serem i szynką i pobiegłam na górę po chłopaka. Spał tak słodko, że odechciało mi się go budzić. No ale musiałam przecież nie będzie siedział u mnie przez cały Boży dzień. Podeszłam do łóżka i ukucnęłam.
- Niall, wstawaj. – powiedziałam cichym głosem przeczesując jego śliczne blond włoski.
- Mhm, już Zayn wstaję. – powiedział pod nosem i przekręcił się w drugą stronę. Pacnęłam się w czoło i położyłam się obok chłopaka na łóżku.
- Niall. Wstawaj. – powiedziałam już trochę głośniej.
- No już, Zayn proszę cię wyjdź. Ja chcę spać. – On ma coś z głową. SERIO. Oznajmił i ukrył głowę pod poduszką przyciskając ją mocno.
- Niall, do cholery. Kanapki na stole, herbata wystygnie! – krzyknęłam i zwaliłam go z mojego łóżka.
- Ja pierdolę. – syknął pod nosem i podniósł się z podłogi. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Yyy dlaczego..? Nie jesteś Zayn’em? – spytał drapiąc się po głowie.
- Nie, nie jestem Zayn’em i nie mam zamiaru nim być. – odparłam i zaczęłam poprawiać pościel. Chłopak stał tak dłuższą chwilę i gdy ruszyłam do kuchni ten poszedł za mną.
- Smacznego. – powiedziałam i zabrałam się za pałaszowanie kanapek.
***
- No pa, Niall. – pożegnałam się z blondynem i oderwałam się od niego.
- Do jutra? – spytał z miną słodkiego małego szczeniaczka.
- Maybe. – uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w policzek. – Jak dojdziesz do domu to napisz. – oznajmiłam i pomachałam mu na pożegnanie. Zamknęłam drzwi i wyciągnęłam z kieszeni swojego iPhon’a. Jedna wiadomość. ‘Wiesz, że musiałaś mnie od razu nazywać niedojebaną gnidą. ;) Harry xx’  Prychnęłam i zaczęłam pisać. ‘ No wiesz, a ty nie musiałeś od razu mnie walić w policzek. -,- Emily xx’  Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Przejechałam palcem po ekranie i odczytałam:
*‘Ja działałem pod wpływem emocji, a ty robiłaś to świadomie. Harry xx’
*‘A czy przespanie się z Anabeth to też było robione pod wpływem emocji? Emily xx’
*‘Mówiłem Ci, że się z nią nie PRZESPAŁEM!!. Harry xx’
*‘Hmmm.. doprawdy? A chcesz wiedzieć jakiego sms’a wysłałeś? Emily xx’
*‘Wiem jakiego. Wysłała go Ana. Harry xx’
*‘Dobra już nie zwalaj na nią. Zresztą gówno mnie obchodzi co z nią robiłeś, a czego nie. *Mam cię w dupie. I nie pisz do mnie. Nara. Emily xx’
Co chwila przychodziły mi sms’y od tego gnojka, ale usuwałam każdy przychodzący. Dawno nie widziałam się z Nelly. Zadzwonię do niej.
*ROZMOWA*
- Hej Nell, możesz rozmawiać?
- Tak mogę. Coś się stało? – spytała zaniepokojona.
- Nie noc, tylko dzwonię do ciebie bo dawno cię nie widziałam. Jakoś przed wczoraj i chciałam się spotkać masz czas? – spytałam z wielkim bananem na twarzy.
- Jasne. To za godzinę u ciebie? – spytała rozentuzjazmowana.
- Okej. Czekam. Buźka. – rozłączyłam się i pobiegłam na górę poprawić swój wygląd.
***
W domu rozległ się dźwięk dzwonka. To Nelly.
- Idę! – krzyknęłam zbiegając ze schodów i trzymając w buzi wsuwkę.
- Hejka kochana. – powiedziała Nell od razu na wejściu.
- Hej, hej. Chodź ja jeszcze się przebiorę. – oznajmiłam wchodząc z powrotem na górę.
- Jej dziewczyno ty jeszcze nie ogarnięta? – spytała fioletowłosa.
- Oj siedź i nie marudź. Lepiej pomóż mi się w coś ubrać. – odparłam otwierając drzwiczki od garderoby.
- Bosz, tylko nie mów, że nie masz się w co ubrać. – oznajmiła i zaczęłyśmy się śmiać. Założyłam na siebie białą bokserkę, a do tego koronkową spódniczkę w kwieciste wzory i czarną skórzaną kurteczkę. Na nogi włożyłam niskie koturny, chwyciłam torebkę i wyszłyśmy z domu w świetnych nastrojach.
- To co? Kawka w Starbucksie? – spytałam pomijając jej pytanie jak z Harry’m.
- Emm … jasne. – odpowiedziała z udawanym uśmiechem na twarzy i weszłyśmy do knajpki po jakąś kawę.
Zajęłam miejsce przy stole i czekałam aż Nell przyniesie nam kubeczki z kawą.
- Jestem. – oznajmiła i zajęła miejsce naprzeciw mnie. Podziękowałam i dalszą część naszego spotkania siedzieliśmy w Starbucksie na rozmawianiu o różnych rzeczach.

*Harry’s pov.              *dwa dni później*
Wstałem i chwyciłem do ręki telefon. No super mam pięć minut na ogarnięcie się i dotarcie do szkoły. Ja pierdole. Bym nie poszedł, ale to jest okazja na porozmawianie z Emily. Zrzuciłem z siebie kołdrę i wolnym krokiem podszedłem do szafy. Zarzuciłem na ramie ciemne rurki, dużą koszulkę z nadrukiem „Fuck”, bieliznę i ruszyłem do łazienki.
Podczas gdy ciepłe kropelki otulały każdy milimetr mojego ciała, cały czas myślałem o brunetce z dołeczkami w policzkach. W głowie miałem jeden obraz. Emily z szerokim uśmiechem. Nie mogłem przestać o niej myśleć. Cały czas siedziała w mojej głowie.
Z moich przemyśleń wyrwał mnie trzask drzwi uderzających o ścianę. Spojrzałem w tamtą stronę i ujrzałem Niall’a. Ja pieprze tylko tego czegoś tu brakowało.  
- Czego tu? – warknąłem z jadem w głosie cały czas a niego patrząc.
 - Gówno. – wyszedł, zamykając za sobą drewnianą powłokę. Gówniarz. Wyszedłem spod prysznica i wytarłem swoje całe ciało. Założyłem na siebie ubrania i zszedłem na dół. Zjadłem kanapkę i zakładając buty wyruszyłem w drogę do dżungli.
***
- Siema lamusy. – powiedziałem wchodząc do sali od biologii. Nauczycielka stała przy tablicy zawzięcie coś notując.
- Mówi się dzień dobry. – jakaż ona mądra. Pffff, ledwo wszedłem a już mam ochotę stąd spierdolić.
- Dzień dobry to ja mówię do normalnych ludzi. – syknąłem podążając do ławki znajdującej się w rogu. Zauważyłem, że Emily nie ma miejscu na którym zawsze siedziała, czyli ze mną. Usiadłem na krześle i rozejrzałem się po całej klasie. Nie ma. To po kiego chuja tu przyszedłem. Spontanicznie, wewnętrzną stroną dłoni pacnąłem się w czoło, a wszystkie oczy w klasie zwróciły wzrok na mnie. Nawet ‘szanowna’ pani Blake spojrzała spod tych swoich okularków.
- Tam jest tablica. – oznajmiłem i zawiązałem ręce na klatce piersiowej. Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Odruchowo spojrzałem w tamtą stronę, a zza framugi wyłoniła się postać nie kogo innego jak Emily.
- No, no. Kogo my tu mamy? Panna Dickinson postanowiła zawitać w naszej szkole. – moje kąciki ust mimowolnie uniosły się ku górze.
- Dzień dobry pani Blake. – przywitała się i ruszyła do ławki. Nauczycielka odchrząknęła i wypowiedziała nazwisko brunetki. Dziewczyna przystała i odkręciła się w jej stronę.
- Przed dwiema minutami do klasy wparował niejaki pan Styles, a teraz Ty. Czy to ma jakiś związek? Odpowiesz mi na moje pytanie? – spytała, stojąc z zawiązanymi rękoma pod jej tym obwisłym biustem. Ohyda.
- N… - zaczęła ale ją wyprzedziłem.
- No oczywiście. Po takiej nocy? To nie ma co się dziwić. No nie maleńka? – uśmiechnąłem się do dziewczyny która stała już twarzą do mnie i tyłem do nauczycielki.
- Zamknij się już. Okej? – jaka ona ostra, lubię takie.  
- Wiesz, jeszcze do rana miałem orgazm bo tym seksie kochanieńka. – powiedziałem i oblizałem swoje usta, cały czas na nią patrząc.
- Nie obchodzi mnie co wy robiliście w nocy. Emily siadaj na swoje miejsce i się już nie odzywaj. – nauczycielka była wściekła, a klasa pękała ze śmiechu. Emily usiadła w ławce na drugim końcu klasy.
- A ty nie? – spytałem cały czas na nią patrząc.
- Morda w piach i kiełkuj chuju. – syknęła i skrzyżowała ręce na piersi. No takiej Emily to się nie spodziewałem.

*Emily’s pov
Co to za zmiana? Nie mam zamiaru być już grzeczną dziewczynką, a w szczególności do Harry’ego. Nauczycielka odwróciła się do mnie i spojrzała jakby miała mnie zaraz zabić.
- Panno Dickinson. Tego to się po tobie nie spodziewałam. Nie dość, że spóźniłaś się na lekcję, to jeszcze używasz takich słów przy nauczycielu. – prawie, że wrzasnęła, a potem poprawiła sobie okulary, które spadły z tej złości.
- Oj złość piękności szkodzi. – oznajmiłam odkładając torbę na podłogę obok ławki.
- Tu nie ma co ratować. – usłyszałam męski i wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem, a pani Blake stała pod tablicą cała czerwona ze złości.
- Dickinson i Styles. Kara i do tego jedynka! – wrzasnęła. Spojrzałam na Harry’ego, a ten siedział z szerokim, zadziornym uśmiechem na twarzy. Z tym którym tak kochałam. Prychnęłam i odwróciłam wzrok i wlepiłam go w krajobraz za oknem. Przypomniało mi się wczorajsze spotkanie z Nell. Rozejrzałam się po klasie, ale najwidoczniej nie przyszła do szkoły.
Klasę wypełnił dzwonek zakończenia lekcji. Uff, wkońcu. Chwyciłam torbę, zawiesiłam na ramię i szybkim krokiem wyszłam na korytarz przepełniony dzikusami. Podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Wsadziłam słuchawki w uszy i zatopiłam się w słowach piosenki. Mój spokój nie trwał długo. Poczułam czyjś oddech na swoim ramieniu. Powoli podniosłam powieki i ujrzałam Harry’ego. Fuck.
- Chcesz coś? – spytałam wsłuchując się w muzykę, cały czas wpatrując się w jakiś punkt daleko przede mną. Bez odpowiedzi.
- Chciałeś coś? – powtórzyłam. Nic. No przecież. Pacnęłam się w czoło i zrozumiałam, że przecież nic nie usłyszę gdy w uszach mam słuchawki, a muzyka pogłośniona na full.
- Słucham. – powiedziałam, ale teraz już bez muzyki w uszach.
- Przeprosić. – szepnął mi do ucha, a po plecach przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Reakcja na jego kojący głos.
- Za co? Kurwa za co? Wiesz, że mnie nie obchodzi co robiłeś z tą dziunią! – krzyknęłam. Ale ej, za co on przeprasza? ‘Facepalm’
- Ej nie za to przepraszam. Bo tak w ogóle nie mam za co, bo nic nie zrobiłem. Rozumiesz? N-I-C. A przepraszam Cię za ten policzek. – oznajmił i przybliżył swoje usta do mojego polika, w którego ostatnio dostałam. Zasłoniłam go dłonią, a skutkiem było zetknięcie warg loczka z moją dłonią.
- Tego to ci nie wybaczę. – szepnęłam, zeskoczyłam z parapetu i pokierowałam się w stronę mojej klasy.  

*Harry’s pov
Kurwa. Walnąłem pięścią w parapet i zszedłem z parapetu. Chodziłem w tę i we w tę, co chwila poprawiając swoje włosy. Poszedłem za Emily spróbować załagodzić jakoś zaistniałą sytuację. Chwyciłem ją lekko za biodra i podbródek położyłem na jej ramieniu.
- Przepraszam kochana. Nie chciałem. Działałem pod wpływem emocji. Naprawdę nie chciałem. Wybacz. Proszę.  – szepnąłem jej do ucha, a ta odkręciła się do mnie przodem i lekko mnie od siebie odepchnęła.
- Nie. Nie wybaczę Ci. To jest moje ostatnie zdanie. – oznajmiła i wyminęła mnie.

- Wiesz co?! Wal się! – krzyknąłem za nią i w odpowiedzi zobaczyłem jej środkowy palec nad głową. Walnąłem pięścią w ścianę i wyszedłem ze szkoły.
***
- Siema John. Masz jakieś zlecenie? – spytałem zaraz po usłyszeniu głosu Johna po drugiej stronie telefonu.
- Mam. Wpadaj. – usłyszałem pikanie zakończonej rozmowy. Wsadziłem telefon do kieszeni i z piskiem opon ruszyłem w stronę biura Johna.
Przystanąłem na parkingu i ruszyłem w stronę wielkich wejściowych drzwi. Przywitałem się z ochroniarzami i wszedłem do środka.
- Siema. Kto następny? – spytałem od razu na wejściu.
- Wyjątkowe zlecenie. Specjalnie dla Ciebie. Dziewczyna. – usiadłem na skórzanym obrotowym krześle, a on oznajmił mi z szerokim bananem na twarzy.
- Uuuuu. To dla mnie. Biorę to. – powiedziałem i oparłem się wygodnie.
- No to tak. Rodzice dziewczyny byli nadziani, ale pożyczyli ode mnie sporą kaskę. Nie oddali ani grosza i po prostu najnormalniej w świecie zginęli, a teraz trzeba sprzątnąć albo młodą albo jej ciotkę u której mieszka. – nie zdawałem sobie sprawy o kim mowa.
- No to teraz dawaj zdjęcie. – oznajmiłem. John wyciągnął z szuflady kopertę i zaczął szukać zdjęcia.

- Oto ona. – powiedział i położył przede mną zdjęcie. To co na nim zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwana. 
------------------------------------------------------------------------------
Elo, elo. Trzy dwa zero. 
Tam da da daaaaam. Jest i chapter DZIESIĄTY. 
Nie wiem czy cieszycie się czy nie z rozdziałów, bo nie komentujecie. Ale proszę.
Albo wypełnij 'ankietę' albo dodaj komentarz. Dla mnie to dużo dla Ciebie minutka? dwie?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!!!!

sobota, 10 sierpnia 2013

Chapter 9

*Emily’s pov
Nic nie mogło nam zepsuć tej chwili.
Po chwili jego wargi oderwały się od moich ust. No nie. Musi to kończyć?
- Niall… - szepnęłam i otworzyłam oczy. To co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Niall leżał na ziemi, a nad nim stał Harry? Jest Harry, jest źle. Słyszałam jak chłopak coś krzyczy do Niall’a ale byłam zbyt zszokowana aby cokolwiek usłyszeć. W moich oczach momentalnie pojawiły się szklanki łez. Zobaczyłam jak stojący nad nim Harry, kopie go w brzuch, to obkłada pięściami jego twarz. Zmniejszyłam odległość między mną a Harry’m i zaczęłam płakać. Złapałam go za ramię i gdy nie reagował ściskałam coraz mocniej. Nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa. W środku poczułam że to chyba jednak bardziej zależy mi na blondynie, niż na Harry’m. Zresztą tak jak loczkowi na Anabeth niż na mnie. Wkońcu się z nią przespał, a ja tylko całowałam się z Niall’em.
- Odejdź Emily albo z tobą zrobię to samo. – syknął chłopak dalej bijąc blondyna.
- Harry przestań! – WOW! Krzyczę! Sekundę później poczułam ból na lewej stronie twarzy i zobaczyłam nad sobą zdenerwowanego Harry’ego zaciskającego pięści.
- Mó… - zaczął, ale przewał mu Niall, łapiący go za szyję.
- Mnie Ci daruję, ale Emily nie sukinsynu. – syknął mu do ucha i obrócił ku sobie. Kopnął go w brzuch i zaczął się śmiać. Wytarłam łzy i wstałam z chodnika. Podeszłam do Niall’a i pocałowałam go prosto w usta. W buzi miałam trochę krwi bo tym pocałunku. Oblizałam się i odkręciłam w stronę Harry’ego.
- No to pa nie dojebana gnido. – splunęłam na niego i chwyciłam blondyna za rękę ruszając w stronę domu cioci, a w zasadzie to też mojego.
Weszliśmy do domu i szybko wbiegłam razem z chłopakiem do mojej sypialni. Zapaliłam światło i zamknęłam za sobą drzwi.
- Boże. Niall jak ty wyglądasz. – zakryłam usta dłonią i podeszłam do niego. Miał rozciętą wargę, podbite oko, z nosa ciurkiem leciała krew i na ręku miał kilka dużych siniaków.
- Wyglądałem gorzej. – oznajmił oglądając każdą swoją ranę w lustrze. Prychnęłam i zamykając za sobą drzwi od pomieszczenia ruszyłam w kierunku łazienki. Wyciągnęłam apteczkę i gdy odwracałam się, moim oczom ukazała się sylwetka Holly. Stała oparta o framugę drzwi.
- Dobry wieczór, ciociu. – przywitałam się.
- Wieczór? Jest noc, a dokładnie to za dwadzieścia trzecia. – oznajmiła zasłaniając mi drogę na korytarz. – Po co ci to? – spytała patrząc na pudełko z opatrunkami i lekami, trzymane w ręce.
- Nie twoja sprawa. – powiedziałam cały czas na nią patrząc. – A teraz się odsuń. – syknęłam i całą swoją siłą ściągnęłam jej rękę w dół i swoje kroki skierowałam do pokoju.
- To przez tego Harry’ego? – spytała, a na dźwięk jego imienia po plecach przeszły mi ciarki. Gdzie on teraz jest? Co robi? A jak coś mu się stało? Nie wybaczę sobie tego, zresztą Niall został potraktowany mocniej.
- Myślałam, że to dobry chłopak, ale odkąd zaczęłaś się z nim spotykać jesteś inna, wracasz późno, jesteś podenerwowana. Nie wiem co jest grane, ale masz zakaz się spotykania z nim. Zrozumiano? – spytała i nagle znalazła się tuż przede mną.
- Pff to dobrze, bo nawet nie mam ochoty na widywanie się z nim. – odeszłam i wślizgnęłam się do pokoju w którym siedział Niall. Ujrzałam go siedzącego na łóżku. Trzymał w ręce jakieś zdjęcie. Zapewne moje i mojej mamy, które stało na szafce nocnej. Podniósł wzrok i odstawił ramkę na miejsce.
- Przepraszam. – szepnął i wstał.
- Usiądź. Muszę ci przemyć te rany. – oznajmiłam i lekko popchnęłam go powrotem na łóżko powodując, że był w pozycji siedzącej. Ukucnęłam przed nim i otworzyłam apteczkę. Wyciągnęłam wodę, którą przemywałam rany i zaczęłam to robić z ranami chłopaka.
- Jesteś śliczna. – szepnął blondyn prawie niesłyszalnie. Uśmiechnęłam się lekko i przyłożyłam wacik do rozciętej wargi Niall’a.
- Boli? – spytałam patrząc mu prosto w oczy.
- Trochę. To przy ciosach młodego to nic. – odpowiedział niezrozumiale z powodu wacika na wardze. Spojrzał w moje oczy i przyłożył swoją dłoń do mojego lewego policzka, w którego dostałam od Harry’ego. Teraz dopiero poczułam, że boli bardziej niż przedtem. Wcześniej nie czułam bólu. Może dlatego, że zajęłam się opatrzeniem blondyna. Maybe.
***
- Gotowe. – oznajmiłam gdy przykleiłam plasterek na dolną wargę chłopaka.
- Dlaczego to robisz? – spytał lustrując mnie wzrokiem.
- Ale co? – udałam, że nie wiem o co mu chodzi. Nie chciałam patrzeć w jego oczy, dlatego zajęłam się sprzątaniem rzeczy po pomocy chłopakowi.
- No dlaczego mi pomogłaś? – spytał. Kątem oka widziałam jak cały czas obserwuje nawet najmniejszy mój ruch.
- Dlatego, że nie chciałam aby coś ci się stało. – odpowiedziałam zamykając pudełko z opatrunkami.
- Wiesz… wyglądałem gorzej i nic mi nie było i jak widzisz nie ma żadnego śladu. – oznajmił i uchwycił mój podbródek w dwa palce, tym samym powodując że nasze oczy znalazły wspólną drogę.
- A to co? – spytał patrząc na zabandażowany nadgarstek pod którym znajdowały się lekkie cięcia. Spojrzałam na punkt zaczepienia chłopaka i zobaczyłam tam kilka czerwonych plamek od krwi. Naciągnęłam rękaw od bluzy na bandaż i podniosłam się.
- Nie ważne. – szepnęłam pod nosem przypominając sobie tamto krótkie ale jakże pamiętliwe wydarzenie. Pamiętam każde swoje cięcie, każdy ból, każdą drogę spływających kropelek krwi po każdym pamiętliwym cięciu. Pamiętam dlaczego przecinałam swoją skórę na nadgarstku, przez kogo. Tego nie da się zapomnieć. Pamiętam kiedy wykonałam pierwsze cięcie i kiedy ostatnie, nie licząc tego z dzisiaj. Dopiero gdy zaprzyjaźniłam się z Liam’em zrozumiałam że ciąć to się mogą zdesperowane, porzucone nastolatki. Nie ja.
Z zamyśleń wyrwał mnie głos Niall’a.
- Halo! Tu ziemia! – machał mi przed oczyma swoja dużą dłonią.
- Przepraszam zamyśliłam się. – oznajmiłam i zorientowałam się, że siedzę na parapecie. Co ja tu robię? Płynnym ruchem zeskoczyłam z kawałka drewienka przymocowanego do okna i podchodząc do łózka, usiadłam na miękkim materacu. Wzięłam do ręki róg bluzki która wystawała spod bluzy i zaczęłam gnieść między palcami. Blondyn ukucnął przede mną opierając ręce na moich kolanach.
- To jak? – spytał patrząc na to co robię. Uśmiechnęłam się pod nosem i chwyciłam za rękaw męskiej bluzy podciągając go do góry przybliżyłam palce do wystających kawałków bandaża którymi był on związany i pociągnęłam go jednym ruchem. Ściągnęłam go z nadgarstka i pokazałam chłopakowi krótkie naznaczone na nim kreski i kilka zaschniętych kropel krwi. Blondyn przejechał lekko palcem po każdej bliźnie. Trzymając moją dłoń przybliżył ją do swoich warg i całował każdy jej milimetr.
- Dlaczego? – spytał cicho gdy już skończył obdarowywać mój nadgarstek słodkimi prezentami. Sięgnęłam po iPhon’a i przejechałam palcem po ekranie. Trzy wiadomości. Otworzyłam pierwszą i gdy zobaczyłam od kogo od razu odechciało mi się ją czytać, ale moją uwagę przykuło imię blondynki. ‘Tamtą wiadomość nie napisał Harry, napisałam ją ja Anabeth. Nie wiem dlaczego tak napisałam, ale .. nieważne zresztą. I tak na marginesie to się nie przespaliśmy. Ana xx’  Gówno mnie obchodzi co oni zrobili, a czego nie zrobili. Harry został skreślony z mojego scenariusza na resztę życia. Definitywnie, choć nie chciałam go skreślać ot tak. A może to tylko moja głupia wyobraźnia o naszym niedoszłym związku? Może ja go naprawdę kocham? Ale nie to nie może być prawda. Ale przemyślmy. Dlaczego zaczęłam płakać gdy przeczytałam tą cholerną wiadomość? Dlaczego płakałam gdy usłyszałam jego słowa kierowane do tej zadufanej blondynki? Dlaczego chwyciłam za żyletkę po tej wiadomości? Tak ja go naprawdę ko… koch… Tak! Kocham go! Na serio kocham tego debila który na sam widok wypuszcza ZOO motylków w moim brzuchu. Kocham tego wytatuażowanego idiotę. Kocham! Ale on musi się postarać na to aby usłyszeć te cholerne dwa słowa wychodzące z moich ust i kierowane w jego kierunku. Pogram z nim w grę, którą nazwałam ‘zobaczymy czy mnie kochasz’. Odczytałam drugą wiadomość. ‘Nie musiałaś od razu na mnie pluć. Ale wiedz, że nie przespałem się z tą Barbie. Przecież wiesz, ze bym tego nie zrobił. Harry xx’  Nie miałam ochoty ani siły na czytanie ostatniej wiadomości.
- Chodźmy spać. – powiedziałam do blondyna i ruszyłam po jakieś ubrania w których mogłam się przespać. Bo przecież przy Niall’u nie będę spała w bieliźnie. Wyciągnęłam z garderoby dużą szarą bluzkę i ruszyłam do łazienki w celu założenia ją na siebie.

Podeszłam do lusterka i się przeraziłam. Kucyk którego robiłam przed wyjściem był nieogarnięty, a włosy? Każdy w innym kierunku. Poprawiłam fryzurę związując włosy w jakiegoś koczka i założyłam na siebie górną część garderoby. Weszłam do pokoju i zobaczyłam leżącego w moim łóżku Niall’a. Ale zaraz. W samych bokserkach? Wślizgnęłam się pod koc i usłyszałam za sobą ciche ‘Dobranoc’. Wtuliłam się w poduszkę i chwilę potem oglądałam jakieś denne obrazki w krainie Morfeusza. 
----------------------------------------
No to jest dziewiąty. 
Trochę krótszy niż tamte ale następny będzie dłuższy, Jeśli są jakieś błędy to PRZEPRASZAM :**
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!

wtorek, 6 sierpnia 2013

Chapter 8

- Hej Anabeth. Co ty tu robisz? – spytałem kryjąc moją niechęć do jej osoby.
-Wpadłam odwiedzić rodziców i załatwić sobie jakąś pracę. Będziemy mieszkać w jednym mieście Harry. Super prawda?! – dziewczyna aż skakała z radości. No to się zaczyna. Twoja była w mieście.
- Tsaaa… - odpowiedziałem i zza ściany wyłoniła Emily. Przejebane.
- Hej jestem Emily. – dziewczyna mile wyciągnęła dłoń do blondynki, a ta uścisnęła ją.
- Anabeth. – dziewczyna w sumie to kobieta, stojąca w progu uśmiechnęła się do niej sztucznie i patrzyła na Emily, która podeszła do mnie i pocałowała mnie prosto w usta, puszczając przy tym oczko.
- Czekamy w salonie kochanie. – oznajmiła dosyć głośno aby Ana mogła usłyszeć i zniknęła za jasną ścianą.

*Emily’s pov
- Wspaniale sobie poradziła. – oznajmił Niall i puścił mi oczko. Usiadłam na kanapie, zostawiając sobie obok miejsce. Dla Harry’ego oczywiście. Wpatrzyłam się w ekran plazmy wiszącej na ścianie. Po chwili poczułam jak kanapa się ugina i moim oczom ukazał się Harry, a za nim ta dziunia. Ej, ej, ej. Emily?? A czy ty przypadkiem nie jesteś zazdrosna? Nie mogę być zazdrosna. Na twarzy loczka gościł szeroki szczery uśmiech.
- Kim jest ta cała Anabeth? – spytałam przybliżając usta do jego ucha i naciskając na imię tej… no.
- Moja … - odchrząknął i kontynuował. - …była. – szepnął, a na słowo ‘była’ po plecach przeszły mi ciarki. Harry położył mi dłoń na udzie, ale jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Spojrzałam na niego wzrokiem WTF?!  I gdy sunął nią coraz wyżej, coraz wyżej złapałam go za dłoń i położyłam na jego kolanie.
- Pilnuj tej swojej rąsi, bo coś tu zalatuje zbyt wysoko. – szepnęłam i spojrzałam na siedzącą na fotelu blondynkę. Ta zorientowała się, że na nią spojrzałam i odwróciła wzrok w odwrotną stronę i wlepiła wzrok w okno. Uśmiechnęłam się do Harry’ego, a ten odpowiedział mi tym samym.
- Wiesz… Jeśli nie masz nic przeciwko to ja już bym poszła się zdrzemnąć. – oznajmiłam Harry’emu. Podniosłam się z siedzenia pociągając go za rękę.
- Nie, nie mam nic przeciwko temu. – odpowiedział, naciskając na ostatnie słowo i poruszając przy tym śmiesznie brwiami, na co ja wybuchłam śmiechem i ruszyliśmy do pokoju chłopaka.

*Harry’s pov
Czy ona jest zazdrosna? Oczywiście, że nie. Co ty Harry sobie myślisz? Hmm? Szliśmy razem do mojego pokoju. Coś mi się nie wydaje żeby ona na serio chciała spać, no ale dobra.
- Dać ci jakąś koszulkę na noc? – spytałem i przeczesałem swoje nażelowane loki palcami. Spojrzałem na jej twarz, a ta prawie pękała ze śmiechu.
- Emm .. co cię tak .. no … rozśmieszyło? – spytałem dalej na nią patrząc. Wkońcu nie wytrzymała i zaczęła się śmiać w niebo głosy. Emily przestań, bo mam ochotę cię przelecieć. Tu i teraz. Dziewczyna rzuciła się na łóżko dalej się śmiejąc. Podbiegłam i położyłem się na niej, a ona tymi swoimi słodkimi, czekoladowymi oczyma spojrzała na mnie z udawaną powagą.
- Wiesz co? Jednak daj tą koszulkę. – powiedziała i zrzucając mnie na podłogę, wstała i stojąc nade mną skrzyżowała ręce na piersiach. No, no Emily. Jak Cię robili to nie żałowali. Puściłem jej oczko, choć nie wiem po co i podszedłem do garderoby.
- Łap! – krzyknąłem, a chwilę potem moja fioletowa koszulka leciała w powietrzu lądując na głowie dziewczyny.
- Ha. Ha. Ha. Baaaardzo śmieszne. – oznajmiła odkręcając się na pięcie, wyszła z pokoju.

- Bardzo ładnie wyglądasz w moich ubraniach wiesz? – powiedziałem lustrując ją wzrokiem. Jest bardzo … hmmm … seksowna? Tak! Harry, co ty sobie myślisz? Że ona da ci się przelecieć? I zostawić? Serio? Usiadła na turecku na podłodze i oparła się o łóżko. Studiowałem każdy milimetr jej ciała, twarzy, wszystkiego. Uśmiechnęła się do mnie i po raz kolejny ukazały moim oczom ukazały się dwa przesłodkie dołeczki. Były jeszcze słodsze niż gdy widziałem je wcześniej. Oczy. Duże i piękne. Usta były takie… do całowania all day all night. Harry od kiedy ty używasz takich słów? Ona była idealna. Ale czy na pewno? Raczej tylko do tego co każda dziewczyna. Muszę przemyśleć kilka spraw dotyczących Emily.

*Emily’s pov
On był … słodki? Nie. Ładny? No ujdzie między innymi. Idealny? No już, chciałby. To też nie. Kurwa nawet nie wymyślili słowa do określenia takich jak on. Odpowiedział mi śmiechem i dopiero wtedy zauważyłam dołeczki w kącikach ust. Oczy z głęboką zielenią, a o włosach już nie wspomnę. Przybliżyłam się do niego i powoli, lekko połączyłam nasze usta w pocałunku. Po chwili Harry się położył na podłodze, a ja na nim.
- Emily … - zaczął, ale nie pozwoliłam mu dokończyć gdy znowu zaczęłam go całować. Nagle drzwi się otworzyły i do pokoju paradowała uśmiechnięta Anabeth.
- Przepraszam. – oznajmiła i podeszła do łóżka Harry’ego. Usiadła na nim i lustrowała pokój. Yyyy… Co do chuja?!
- Harry .. co ona…? – szepnęłam do niego, a ten w odpowiedzi poruszył ramionami w geście ‘skąd mam to do cholery wiedzieć??’. Wstałam z chłopaka i poprawiłam na sobie koszulkę. Wstałam z chłopaka i poprawiłam na sobie koszulkę chłopaka. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam go ze sobą na korytarz. - Emmm … o co jej chodzi? - spytałam i spojrzałam na niego, a ten wpatrywał się w nasze splecione razem dłonie. Rozdzieliłam je i kontynuowałam. - To wiesz co? Chyba lepiej będzie jak już pójdę. Dziękuję ci za to,że uratowałeś moją ciocię i pozwoliłeś mi u siebie zostać. Ubrania dostarczę Ci później. Pa. - oznajmiłam i gdy chciałam go wyminąć usłyszałam dźwięk otwieranych się drzwi. Zeszłam dwa stopnie w dół i przystanęłam aby posłuchać. - A gdzie … zresztą nieważne. To gdzie ja mam spać? - że kurwa co?! Zresztą zrobi co chce. Nie mój interes. - Możesz u mnie kochana. - odpowiedział i razem weszli do jego pokoju. Momentalnie się rozpłakałam i zbiegłam po schodach. Założyłam swoją mokrą bluzę i na stopy włożyłam buty. Chciałam otwierać drzwi i poczułam ciepłą dłoń na nadgarstku. Pomyślałam, że to Harry i odwróciłam się aby mu wygarnąć i moim oczom ukazała się sylwetka … Nialla? - Co się stało? - spytał. Nie miałam ochoty mu wszystkiego opowiadać o tym pierdolonym gnoju. Spuściłam wzrok i wolną ręką otarłam spływające po mim policzku litry łez. - Nic. Nie ważne. Muszę iść. Cześć. - powiedziałam, ale chłopak nie puścił mojej dłoni. - Dobra. Teraz nie mam ochoty o tym gadać. Może jutro? - spytałam dla świętego spokoju. Lubić to go nie lubię, ale jakiejś nienawiści do niego też nie czuję. Chłopak skinął głową i włożył do mojej dłoni małą karteczkę z ciągiem cyfr. Wsadziłam ją do tylnej kieszeni i uśmiechnęłam się do niego. - Zadzwoń jak będziesz miała ochotę pogadać. - oznajmił i na odchodne puścił mi oczko. Wyszłam z ich mieszkania i swoje kroki skierowałam do domu cioci. 

*Niall's pov 
Lubię tą dziewczynę i zrobię wszystko żeby tylko była bezpieczna. Zapłacę każdą cenę by tylko była szczęśliwa i cały czas uśmiechnięta. Nie pozwolę aby ktoś ją skrzywdził. Ona chyba jakoś nie przepada za moją osobą. Jak zechce się ze mną spotkać to zrobię wszystko aby mi zaufała i polubiła. Czuję, że Harry coś zrobił. Czekaj, czekaj. Wróć. Przyszła ta cała jego była, Anabeth. Emily zbiegła ze szklankami łez w oczach, a on? Czyżby on został z tą swoją? Dobra na razie zostawię go w spokoju. Jak się wszystkiego dowiem to wtedy jakoś zareaguję. Wszedłem po schodach na górę i omijając Harry'ego pokój stwierdziłem, że najpierw spytam jego o tą całą sytuację, a dopiero potem gdy Emily się przede mną otworzy i powie co się stało, wszystko jakoś poskładam w jedną całość. Zapukałem i wszedłem do pomieszczenia w którym siedział Harry. - Młody, weź mi powiedz co się tu stało? Dlaczego Emily wyszła stąd cała zapłakana? Nic nie chciała powiedzieć i wyszła. Może ty mi powiesz? - spytałem zamykając za sobą drzwi. Obejrzałem cały pokój i o dziwo nie było w nim blondynki. - No bo .. ten … zadzwoniła do niej ta cała ciotka. I wyszła. Coś jeszcze? - spytał i położył się na łóżku. - Nie. - odpowiedziałem i wyszedłem na korytarz. Zamknąłem drzwi i zobaczyłem Anabeth wychodzącą w samym ręczniku z łazienki. Blondynka puściła mi oczko i wślizgnęła się do sypialni przyjaciela. Prychnąłem i poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem bieliznę, ręcznik i z myślą o Emily poszedłem do łazienki. 

*Emily's pov 
Weszłam do domu, ściągnęłam buty i pobiegłam na górę. Wślizgnęłam się do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Schowałam twarz w poduszkę i zaczęłam płakać. Dlaczego ja płaczę?! Czy ja na serio coś do niego czuję? Nie, nie mogę. A może nie chcę? Sama nie wiem. Wstałam i podeszłam do jednej z szafek wiszących na ścianie. Wyciągnęłam z niej czarne pudełko, po które wracałam do domu w dniu przeprowadzki. Otworzyłam je i wyciągnęłam zdjęcie na którym byłam ja z mamą w dniu moich dziewiątych urodzin. Przejechałam palcem po fotografii i odwróciłam je. Z tyłu była data moich urodzin. Wyciągnęłam wszystko i na samym spodzie leżały pamiątki po moich rodzicach. Wzięłam do ręki naszyjnik z wyrytym 'Forever...' który dostałam od mojej rodzicielki w bodajże piętnaste urodziny. Zawiesiłam go na szyi, a do moich oczu napłynęły łzy. Nie, nie mogę płakać. Muszę być silna. Wsadziłam wszystko z powrotem do pudełka i postawiłam na miejsce. Podeszłam do garderoby i gdy sięgałam po bieliznę, usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości. Wzięłam telefon do ręki i przejechałam palcem po ekranie. Zaczęłam czytać wiadomość, w której było napisane: 'Anabeth całuje lepiej niż ty, a w łóżku … jest po prostu boskaaaa. Harry xx' Rzuciłam telefonem o ścianę i z mojego oka wypłynęła pojedyncza łza. Wytarłam ją i podeszłam do szafki z książkami i spomiędzy nich wyciągnęłam żyletkę. Kiedyś się cięłam, ale to kiedyś. Wtedy mój przyjaciel pomógł mi przestać z cięciem się. Powoli zbliżałam żyletkę do rozgrzanego nadgarstka. Lekko przejechałam nią i po skórze spłynęła ciepła krew. Nie, nie mogę do tego wracać. Nie mogę ciąć się przez jakiegoś dupka. Zakrwawioną żyletkę rzuciłam w kąt i poszłam do łazienki. Zabandażowałam krwawiący nadgarstek i chwyciłam do ręki telefon. Z kieszeni wyciągnęłam karteczkę od Niall'a i wpisałam numer do telefonu. 'To jak? Za pół godziny w parku? Emily xx' Nacisnęłam 'wyślij' i poszłam po swoje ubrania. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Przejechałam palcem po ekranie iPhon'a i odczytałam wiadomość od blondyna. 'Jasne. Będę czekał ;) Niall xx' Wzięłam prysznic, ubrałam się i zrobiłam kucyka.
Założyłam jakąś męską bluzę która walała mi się w garderobie i zeszłam a dół. Założyłam buty i wychodząc z domu, pokierowałam się w stronę miejsca spotkania z Niall’em.
***
- … no i ja się chyba w nim zakochałam. – oznajmiłam blondynowi, pociągając przy tym nosem. I znowu ryczę. Bożeeee… Niall przycisnął mnie mocniej do swojej klatki piersiowej. Mój mózg kazał mi go odepchnąć od siebie, ale serce podpowiadało mi co innego. Chłopak pogłaskał mnie po głowie i rzekł:
- Bo wiesz … Harry nie nadaje się do związków. Dla niego dziewczyna jest tylko do jednego. Przykro mi bardzo. – przyciągnęłam go bardziej do siebie. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego błękitne jak morska fala, oczy. Wyprostowałam się aby być z nim twarzą w twarz i złożyłam pocałunek na jego malinowych ustach.
- Przepraszam. – wstałam i odeszłam od niego. Ten złapał mnie za nadgarstek i od tyłu oplótł w talii.
- Nic się nie stało. – szepnął mi do ucha i pocałował w głowę. On był taki … czuły, delikatny, miły. Odwróciłam się do niego i znowu staliśmy twarzą w twarz.
- Jeśli nie chcesz tego to powiedz nie. – oznajmił i przybliżył swoje wargi do moich ust. Wiedziałam co chce zrobić i tylko się uśmiechnęłam, a ten powoli złączył nasze wargi w czułym pocałunku. Poczułam jak chce się odsunąć i dlatego przyciągnęłam go do siebie jeszcze bliżej nie pozwalając mu odejść. Mogłam tam z nim stać wiecznie. Nic nie mogło nam zepsuć tej chwili.

*Harry’s pov               *w tym samym czasie*
- Ty idiotko! Jak mogłaś tak napisać?! – nie no ona mnie do szału doprowadza. Blondynka wybuchła głośnym śmiechem, patrząc mi prosto w oczy. Schowałem telefon do kieszeni i odwróciłem się. Wziąłem kilka głębokich wdechów i ruszyłem na przód.
- No i co się frustrujesz? I tak to twoja kolejna dziwka. – oznajmiła ze śmiechem. Teraz to przesadziłaś. Wypchana Barbie. Podszedłem do niej i odległość między naszymi twarzami zmniejszyłem do minimum.
- Dziwką to jesteś ty. – odepchnąłem ją od siebie, a ta znowu zaczęła się śmiać. Wyszedłem z pokoju i zbiegłam na dół. Założyłem buty i wybiegłem z mieszkania.


Wyszedłem prosto w objęcia chłodnego londyńskiego powietrza. Miałem ochotę iść prosto do Emily, ale musiałem jeszcze wszystko przemyśleć. Wybrałem dłuższą drogę, która prowadziła przez mały park. Z daleka zobaczyłem dwoje ludzi przytulonych do siebie. Dziwne, co ktoś tu robi o północy. Podszedłem bliżej i moim oczom ukazała się sylwetka Emily. Z kim ona tam stoi?! Było ciemno, ale jego poznam wszędzie. Niall. No nie tego to za wiele! Nikt nie będzie dotykał Emily!
--------------------------------------------------
Eloszkaa<33 
No to jestem razem z ósmym rozdziałem. :D 
Myślę, że się wam podoba ;) I chciałam wam powiedzieć, że trochę mi smutno z powodu tylko dwóch komentarzy pod wcześniejszym rozdziałem :((
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!
P.S. Dziękuję Natalii, że pomogła mi napisać ten rozdział<33