sobota, 17 sierpnia 2013

Chapter 11

*Emily’s pov
Cholera, chyba nie mam kluczy. Są. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Zostawiłam torbę w przedpokoju i ruszyłam do kuchni w celu zrobienia sobie czegoś co mogłabym zjeść. Jajecznica. Pierwsze co wpadło mi do głowy. Wyciągnęłam patelnię i produkty do tego potrzebne. Wbiłam jajka i dodałam całą resztę. Wyłożyłam wszystko na talerz i ruszyłam do salonu.  Usiadłam na kanapie i włączyłam na jakiś program z muzyką. Leciała akurat piosenka Ed’a Sheeran’a – The a team. Jak ja ją kocham. Pogłośniłam na cały głos i zaczęłam objadać się przygotowaną przez siebie jajecznicą.
Wstawiłam naczynia do zmywarki, chwyciłam torbę i pobiegłam na górę w celu odrobienia lekcji i przespania się, choć troszkę.

*Niall’s pov
No nie. Zapomniałem napisać Emily, że dotarłem do domu. Prosiła. Wiem, że to było trzy dni temu, ale napiszę i ją przeproszę. Chwyciłem iPhon’a i napisałem do brunetki. ‘Hej. Przepraszam, że wtedy nie napisałem, ale dotarłem do domu. Tak wiem że to jakieś dwa, trzy dni temu, ale dopiero sobie przypomniałem. W ramach przeprosin jakiś spacerek? ;) Niall xx’
Dziewczyna odpisała, że się zgadza i żebym wpadł po nią za jakąś godzinkę. Chwyciłem czarne rurki, szary, obcisły t’shirt, bieliznę i ruszyłem do łazienki. Wszedłem pod prysznic i chciałem pozbyć się myśli o Emily. Ta dziewczyna działa na mnie jak odmiana heroiny. Silniejsza. Dziewczyna siedziała u mnie w głowie normalnie dzień i noc. Czy ja się w niej zakochałem? Chyba tak. Chcę ją chronić, tak? Tak. Chcę żeby była szczęśliwa, tak? Tak. Chcę żeby była uśmiechnięta, tak? Tak. To nad czym się tu zastanawiać. Niall definitywnie ja kochasz. Przed spotkaniem z nią z brzuchu mam całe stado małp, motyli i czego tylko dusza zapragnie. Gdy jestem przy niej to tylko z wielkim bananem na ryjcu, serce mało mi nie wyskoczy, a po spotkaniu? Tęsknię zaraz gdy od niej odejdę. Niall ty ją kochasz! A co będzie jak Harry się dowie? Ohh, zamknij się i nie myśl o tym. Może ty jej nie kochasz tylko jesteś od niej uzależniony? Uzależniony to bym mógł być gdybym spędzał z nią cały dzień, a nawet więcej.
Ostatnia kropla spłynęła po moim ciele. Wytarłem się ręcznikiem i włożyłem na siebie przygotowane wcześniej ubrania. Zaczesałem włosy do góry i ruszyłem na dół w celu zjedzenia czegoś.

*Harry’s pov
Szedłem przez Londyn, a w głowie miałem głos John’a i jego zdanie. ‘Masz ją zabić z uśmiechem i zimną krwią. Zrozumiano?’.
- Kurwa! – wrzasnąłem na całe gardło i kopnąłem pierwszy kamyk jaki leżał mi na drodze. Przystanąłem na chwilę i schowałem twarz w dłoniach. Wziąłem trzy głębokie wdechy i przypomniałem sobie, że zostawiłem auto pod biurem John’a. Odwróciłem się i gdy przemierzałem drogę powrotną zorientowałem się, że przeszedłem jakieś dwa kilometry.
***
Wślizgnąłem się do auta i z piskiem opon ruszyłem do swojego mieszkania, do którego dotarłem po zaledwie piętnastu minutach. Wszedłem do środka i zostawiając buty w przedpokoju powolnym krokiem ruszyłem w stronę salonu. Rzuciłem się na kanapie, a w mojej głowie znowu pojawiło się zdanie kolesia i jego śmiech. Jakie te życie jest popierdolone. Nie sorry, życie jest nawet fajne, ale moje jest do dupy. Westchnąłem i pociągnąłem nogi do klatki piersiowej. Oplotłem je ramionami i umiejscowiłem głowę pomiędzy kolanami. Z oczu poleciała mi pojedyncza łza. Szybko ją otarłem i wyprostowałem się do pozycji siedzącej. Oparłem głowę o chłodny, skórzany materiał sofy i przymknąłem oczy.
- Siema. – usłyszałem za sobą męski głos. Odwróciłem się i ujrzałem sylwetkę Niall’a. Ten to ma cierpliwość czy jak to tam zwą.
- No siema. Wychodzisz? – spytałem gdy zauważyłem że ten kieruje się do przedpokoju i zakłada buty.
- Tsaa.. – odpowiedział, a potem usłyszałem tylko trzask zamykanych drzwi. Poszedłem do kuchni i usiadłem na jednej z szafek. Znowu schowałem twarz w dłoniach, a w mojej głowie pojawił się obraz Emily leżącej w kałuży krwi. Potrząsnąłem głową i ze złości walnąłem w jedną ze stojących obok mnie szklanek, która spadła i rozbiła się na milion części.
 Zeskoczyłem z blatu i omijając co drugi stopień wpadłem do pokoju zamykając za sobą drzwi z impetem. Rzuciłem się na łóżko, a głowę przykryłem poduszką. Czułem się jak jedno wielkie gówno. Jak człowiek który chce chronić dziewczynę, a zarazem sam musi ją zabić. Jak skurwysyn. Tak to jest idealne określenie tego jak się czułem. Wziąłem ubrania i poszedłem pod prysznic. Tej nocy wszystko zatopię w litrach wódki.

*Emily’s pov.
Cały dom wypełnił dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i w drzwiach stał blondyn. W sumie to tylko jego się spodziewałam.
- Hejka. – przywitałam się i pocałowaliśmy się w policzek.
- Hej, hej. Co tam? Gdzie idziemy? – spytał z szerokim uśmiechem na swoim ślicznym ryjku.
- Dobrze. Nie wiem. Może park? – spytałam przypinając ostatnią wsuwkę na swoje brązowe włosy.
- Może być. – oznajmił i gdy założyłam buty wyszliśmy w domu z bananami na twarzach.

Przemierzaliśmy krótkie uliczki małego londyńskiego parku. Obszar wypełniał śliczny śpiew  ptaków i lekki ciepły wiaterek. Słońce świeciło mocno, ale co chwila gubiło się między chmurami zostawiając nam do dyspozycji jedynie chłodny ale świeży oddech nieba. Mocno pociągnęłam nosem napawając się ślicznym zapachem drzew i wonią otaczających nas kwiatów. Włożyłam ręce do kieszeni spodni i podniosłam głowę do góry wlepiając wzrok w niebieskie sklepienie za którym chowało się słońce. Szliśmy w ciszy, ale nie krępującej. Tej drugiej odmianie ciszy. Tej lepszej.
- Harry w domu? – zadałam pytanie i przyglądałam się mijanym przez nas wysokim, rozłożystym drzewom.
- Tsaa. – odparł krótko i spuścił wzrok oglądając swoje obuwie.
- Co robi? – po raz kolejny zapytałam go o Harry’ego. Wiem nie powinnam, bo pomyśli, ze się nim nie interesuję, no ale to przez tą drętwotę panującą miedzy nami.
- Siedział na kanapie jak wychodziłem. – rzekł i wlepił wzrok w jedną z ławek.
- Usiądziemy? – spytałam i nieznacznie się do niego uśmiechnęłam.
- Jasne. – oznajmił i oboje ruszyliśmy w stronę siedzenia. Zajęliśmy miejsce na drewnianych szczebelkach i oboje wpatrywaliśmy się w jakiś nieznany punkt daleko przed nami. Odwróciłam się w jego stronę chłopaka i studiowałam każdy milimetr jego nieskazitelnej twarzy. Śliczne oczy z głębokim błękitem w którym mogłabym się topić cały czas. Lekkie rumieńce na policzkach i usta zaciśnięte w jedną linię. Jasne włosy zaczesane do góry z prześwitami brązu. Mmmmm…
Miał na sobie szarą, obcisłą koszulkę, która idealnie podkreślała jego mięśnie brzucha. Ileś ty człowieku ćwiczył? Chłopak uśmiechnął się lekko, a ja modliłam si w duchu, abym tylko tego nie powiedziała głośno. Ale znając mnie i mojego pecha zapewne tak się zdarzyło.

- Raz na tydzień jakieś dwie godziny. – rzekł i spojrzał wprost na mnie i w tym momencie zatopiłam się w jego głębokich tęczówkach. Pomocy! Niech mnie ktoś stąd wyciągnie!  Miałam ochotę trzepnąć się po tej małej główce. Wtedy ocuciłam się i oderwałam wzrok od jego oczu. Zareagował na to uśmiechem i znowu zapatrzył się gdzieś przed nim. I znowu zapanowała pauza pomiędzy nami. Spojrzałam na niego i położyłam głowę na jego ramieniu, a ten oplótł mnie nim i pocałował w głowę. Przymknęłam oczy i rozpływałam się pod lekkim naciskiem jego ramienia.
***
Poczułam jak wznoszę się lekko do góry. Poniosłam powieki i wiedziałam że to Niall. Poczułam po jego ostrych perfumach zmieszanych z zapachem dymu tytoniowego. Zaciągnęłam się wonią jego osoby i jak to mówią ‘walnęłam w kimono’.

*Niall’s pov
Położyłem brunetkę na łóżku i wziąłem do ręki kosmyk jej ciemnych włosów. Pobawiłem się nim między palcami i chwilę potem włożyłem jej go za ucho. Cmoknąłem ją w czoło i przykryłem kocem, który leżał na łóżku. Wyślizgnąłem się na korytarz i bezdźwięcznie zamknąłem za sobą drzwi. Zbiegłem na dół i ujrzałem tam sylwetkę ciotki Emily.
- Dobry wieczór. – przywitałem się i podałem jej dłoń. – Niall.
- Dobry wieczór. Holly. – rzekła z uśmiechem na twarzy.
- Emily śpi? – spytała po chwili i przyjrzała mi się dokładniej.
- Tak. Przyniosłem ją do domu i położyłem na łóżku. – oznajmiłem i nieznacznie się do niej uśmiechnąłem.
- Jak to przyniosłeś? – zadała pytanie trochę zbita z tropu.
- Bo byliśmy na spacerze w parku i jak siedzieliśmy to troszkę jej się przysnęło. – odpowiedziałem, a Holly zaczęła się śmiać.
- Wiesz… Ty jesteś chyba inny niż ten cały Harry. Co prawda uratował mnie przed tymi mężczyznami w sposób nie za łagodny odbie… nieważne. – kobieta spuściła głowę, a ja zacząłem się zastanawiać co Harry mógł zrobić tamtego wieczoru. Nie spytam go o to bo na pewno mi nie odpowie, znając go, a Holly pytać też nie wypada. Kobieta wyrwała mnie z zamyśleń swoim cichym głosem.
- No nic. To dobranoc. – oznajmiła i lekko się do mnie uśmiechnęła. Zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Czy mogę jakoś pomóc? – spytałem lekko zakłopotany zaistniałą sytuacją.
- Najlepszą pomocą będzie jak stąd wyjdziesz. – rzekła i otworzyła przede mną frontowe drzwi.
- Dobrze. To dobranoc. – wyszedłem na powietrze i pokierowałem się wprost do mieszkania. 
----------------------------------------------
Ta daaaaaaaaam :D
No to rozdział nie wiem czy długi czy krótki.
Czy przypadnie Wam do gustu czy nie. Ale macie 3mcie go :)
Za wszelkie błędy PRZEPRASZAM. :*

Zdradzę Wam tyle że już w następnym rozdziale będą wątki dotyczące zlecenia jakie dostał Harry. Powieje grozą od następnego chapteru. :D 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!

1 komentarz: