*Emily’s pov
Cholera, chyba nie mam
kluczy. Są. Otworzyłam drzwi i weszłam do domu. Zostawiłam torbę w
przedpokoju i ruszyłam do kuchni w celu zrobienia sobie czegoś co mogłabym
zjeść. Jajecznica. Pierwsze co wpadło mi do głowy. Wyciągnęłam patelnię i
produkty do tego potrzebne. Wbiłam jajka i dodałam całą resztę. Wyłożyłam
wszystko na talerz i ruszyłam do salonu.
Usiadłam na kanapie i włączyłam na jakiś program z muzyką. Leciała
akurat piosenka Ed’a Sheeran’a – The a team. Jak ja ją kocham. Pogłośniłam na cały głos i zaczęłam objadać się
przygotowaną przez siebie jajecznicą.
Wstawiłam naczynia do zmywarki, chwyciłam torbę i pobiegłam
na górę w celu odrobienia lekcji i przespania się, choć troszkę.
*Niall’s pov
No nie. Zapomniałem
napisać Emily, że dotarłem do domu. Prosiła. Wiem, że to było trzy dni temu,
ale napiszę i ją przeproszę. Chwyciłem iPhon’a i napisałem do brunetki. ‘Hej. Przepraszam, że wtedy nie napisałem,
ale dotarłem do domu. Tak wiem że to jakieś dwa, trzy dni temu, ale dopiero
sobie przypomniałem. W ramach przeprosin jakiś spacerek? ;) Niall xx’
Dziewczyna odpisała, że się zgadza i żebym wpadł po nią za
jakąś godzinkę. Chwyciłem czarne rurki, szary, obcisły t’shirt, bieliznę i
ruszyłem do łazienki. Wszedłem pod prysznic i chciałem pozbyć się myśli o
Emily. Ta dziewczyna działa na mnie jak
odmiana heroiny. Silniejsza. Dziewczyna siedziała u mnie w głowie normalnie
dzień i noc. Czy ja się w niej
zakochałem? Chyba tak. Chcę ją
chronić, tak? Tak. Chcę żeby była
szczęśliwa, tak? Tak. Chcę żeby była
uśmiechnięta, tak? Tak. To nad czym się tu zastanawiać. Niall definitywnie
ja kochasz. Przed spotkaniem z nią z
brzuchu mam całe stado małp, motyli i czego tylko dusza zapragnie. Gdy jestem
przy niej to tylko z wielkim bananem na ryjcu, serce mało mi nie wyskoczy, a po
spotkaniu? Tęsknię zaraz gdy od niej odejdę. Niall ty ją kochasz! A co będzie jak Harry się dowie? Ohh, zamknij
się i nie myśl o tym. Może ty jej nie
kochasz tylko jesteś od niej uzależniony? Uzależniony to bym mógł być gdybym
spędzał z nią cały dzień, a nawet więcej.
Ostatnia kropla spłynęła po moim ciele. Wytarłem się
ręcznikiem i włożyłem na siebie przygotowane wcześniej ubrania. Zaczesałem
włosy do góry i ruszyłem na dół w celu zjedzenia czegoś.
*Harry’s pov
Szedłem przez Londyn, a w głowie miałem głos John’a i jego
zdanie. ‘Masz ją zabić z uśmiechem i
zimną krwią. Zrozumiano?’.
- Kurwa! – wrzasnąłem na całe gardło i kopnąłem pierwszy
kamyk jaki leżał mi na drodze. Przystanąłem na chwilę i schowałem twarz w
dłoniach. Wziąłem trzy głębokie wdechy i przypomniałem sobie, że zostawiłem
auto pod biurem John’a. Odwróciłem się i gdy przemierzałem drogę powrotną
zorientowałem się, że przeszedłem jakieś dwa kilometry.
***
Wślizgnąłem się do auta i z piskiem opon ruszyłem do swojego
mieszkania, do którego dotarłem po zaledwie piętnastu minutach. Wszedłem do
środka i zostawiając buty w przedpokoju powolnym krokiem ruszyłem w stronę
salonu. Rzuciłem się na kanapie, a w mojej głowie znowu pojawiło się zdanie
kolesia i jego śmiech. Jakie te życie jest
popierdolone. Nie sorry, życie jest nawet fajne, ale moje jest do dupy. Westchnąłem
i pociągnąłem nogi do klatki piersiowej. Oplotłem je ramionami i umiejscowiłem
głowę pomiędzy kolanami. Z oczu poleciała mi pojedyncza łza. Szybko ją otarłem
i wyprostowałem się do pozycji siedzącej. Oparłem głowę o chłodny, skórzany
materiał sofy i przymknąłem oczy.
- Siema. – usłyszałem za sobą męski głos. Odwróciłem się i
ujrzałem sylwetkę Niall’a. Ten to ma
cierpliwość czy jak to tam zwą.
- No siema. Wychodzisz? – spytałem gdy zauważyłem że ten
kieruje się do przedpokoju i zakłada buty.
- Tsaa.. – odpowiedział, a potem usłyszałem tylko trzask
zamykanych drzwi. Poszedłem do kuchni i usiadłem na jednej z szafek. Znowu
schowałem twarz w dłoniach, a w mojej głowie pojawił się obraz Emily leżącej w
kałuży krwi. Potrząsnąłem głową i ze złości walnąłem w jedną ze stojących obok
mnie szklanek, która spadła i rozbiła się na milion części.
Zeskoczyłem z blatu i
omijając co drugi stopień wpadłem do pokoju zamykając za sobą drzwi z impetem.
Rzuciłem się na łóżko, a głowę przykryłem poduszką. Czułem się jak jedno
wielkie gówno. Jak człowiek który chce chronić dziewczynę, a zarazem sam musi
ją zabić. Jak skurwysyn. Tak to jest
idealne określenie tego jak się czułem. Wziąłem ubrania i poszedłem pod
prysznic. Tej nocy wszystko zatopię w
litrach wódki.
*Emily’s pov.
Cały dom wypełnił dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i w
drzwiach stał blondyn. W sumie to tylko jego się spodziewałam.
- Hejka. – przywitałam się i pocałowaliśmy się w policzek.
- Hej, hej. Co tam? Gdzie idziemy? – spytał z szerokim
uśmiechem na swoim ślicznym ryjku.
- Dobrze. Nie wiem. Może park? – spytałam przypinając
ostatnią wsuwkę na swoje brązowe włosy.
- Może być. – oznajmił i gdy założyłam buty wyszliśmy w domu
z bananami na twarzach.
Przemierzaliśmy krótkie uliczki małego londyńskiego parku. Obszar
wypełniał śliczny śpiew ptaków i lekki
ciepły wiaterek. Słońce świeciło mocno, ale co chwila gubiło się między
chmurami zostawiając nam do dyspozycji jedynie chłodny ale świeży oddech nieba.
Mocno pociągnęłam nosem napawając się ślicznym zapachem drzew i wonią otaczających
nas kwiatów. Włożyłam ręce do kieszeni spodni i podniosłam głowę do góry wlepiając
wzrok w niebieskie sklepienie za którym chowało się słońce. Szliśmy w ciszy,
ale nie krępującej. Tej drugiej odmianie ciszy. Tej lepszej.
- Harry w domu? – zadałam pytanie i przyglądałam się mijanym
przez nas wysokim, rozłożystym drzewom.
- Tsaa. – odparł krótko i spuścił wzrok oglądając swoje obuwie.
- Co robi? – po raz kolejny zapytałam go o Harry’ego. Wiem
nie powinnam, bo pomyśli, ze się nim nie interesuję, no ale to przez tą
drętwotę panującą miedzy nami.
- Siedział na kanapie jak wychodziłem. – rzekł i wlepił
wzrok w jedną z ławek.
- Usiądziemy? – spytałam i nieznacznie się do niego
uśmiechnęłam.
- Jasne. – oznajmił i oboje ruszyliśmy w stronę siedzenia. Zajęliśmy
miejsce na drewnianych szczebelkach i oboje wpatrywaliśmy się w jakiś nieznany
punkt daleko przed nami. Odwróciłam się w jego stronę chłopaka i studiowałam
każdy milimetr jego nieskazitelnej twarzy. Śliczne oczy z głębokim błękitem w
którym mogłabym się topić cały czas. Lekkie rumieńce na policzkach i usta
zaciśnięte w jedną linię. Jasne włosy zaczesane do góry z prześwitami brązu. Mmmmm…
Miał na sobie szarą, obcisłą koszulkę, która idealnie
podkreślała jego mięśnie brzucha. Ileś ty
człowieku ćwiczył? Chłopak uśmiechnął się lekko, a ja modliłam si w duchu,
abym tylko tego nie powiedziała głośno. Ale znając mnie i mojego pecha zapewne tak
się zdarzyło.
- Raz na tydzień jakieś dwie
godziny. – rzekł i spojrzał wprost na mnie i w tym momencie zatopiłam się w
jego głębokich tęczówkach. Pomocy! Niech
mnie ktoś stąd wyciągnie! Miałam
ochotę trzepnąć się po tej małej główce. Wtedy ocuciłam się i oderwałam wzrok
od jego oczu. Zareagował na to uśmiechem i znowu zapatrzył się gdzieś przed
nim. I znowu zapanowała pauza pomiędzy nami. Spojrzałam na niego i położyłam głowę
na jego ramieniu, a ten oplótł mnie nim i pocałował w głowę. Przymknęłam oczy i
rozpływałam się pod lekkim naciskiem jego ramienia.
***
Poczułam jak wznoszę się lekko do
góry. Poniosłam powieki i wiedziałam że to Niall. Poczułam po jego ostrych perfumach
zmieszanych z zapachem dymu tytoniowego. Zaciągnęłam się wonią jego osoby i jak
to mówią ‘walnęłam w kimono’.
*Niall’s pov
Położyłem brunetkę na łóżku i
wziąłem do ręki kosmyk jej ciemnych włosów. Pobawiłem się nim między palcami i
chwilę potem włożyłem jej go za ucho. Cmoknąłem ją w czoło i przykryłem kocem,
który leżał na łóżku. Wyślizgnąłem się na korytarz i bezdźwięcznie zamknąłem za
sobą drzwi. Zbiegłem na dół i ujrzałem tam sylwetkę ciotki Emily.
- Dobry wieczór. – przywitałem się
i podałem jej dłoń. – Niall.
- Dobry wieczór. Holly. – rzekła
z uśmiechem na twarzy.
- Emily śpi? – spytała po chwili
i przyjrzała mi się dokładniej.
- Tak. Przyniosłem ją do domu i położyłem
na łóżku. – oznajmiłem i nieznacznie się do niej uśmiechnąłem.
- Jak to przyniosłeś? – zadała pytanie
trochę zbita z tropu.
- Bo byliśmy na spacerze w parku
i jak siedzieliśmy to troszkę jej się przysnęło. – odpowiedziałem, a Holly
zaczęła się śmiać.
- Wiesz… Ty jesteś chyba inny
niż ten cały Harry. Co prawda uratował mnie przed tymi mężczyznami w sposób nie
za łagodny odbie… nieważne. – kobieta spuściła głowę, a ja zacząłem się
zastanawiać co Harry mógł zrobić tamtego wieczoru. Nie spytam go o to bo na
pewno mi nie odpowie, znając go, a Holly pytać też nie wypada. Kobieta wyrwała
mnie z zamyśleń swoim cichym głosem.
- No nic. To dobranoc. –
oznajmiła i lekko się do mnie uśmiechnęła. Zobaczyłem łzy w jej oczach.
- Czy mogę jakoś pomóc? –
spytałem lekko zakłopotany zaistniałą sytuacją.
- Najlepszą pomocą będzie jak
stąd wyjdziesz. – rzekła i otworzyła przede mną frontowe drzwi.
- Dobrze. To dobranoc. –
wyszedłem na powietrze i pokierowałem się wprost do mieszkania.
----------------------------------------------
Ta daaaaaaaaam :D
No to rozdział nie wiem czy długi czy krótki.
Czy przypadnie Wam do gustu czy nie. Ale macie 3mcie go :)
Za wszelkie błędy PRZEPRASZAM. :*
Zdradzę Wam tyle że już w następnym rozdziale będą wątki dotyczące zlecenia jakie dostał Harry. Powieje grozą od następnego chapteru. :D
CZYTASZ = KOMENTUJESZ !!!
już się nie mg doczekać następnego ;DD
OdpowiedzUsuń